Jednym z jego czołowych rywali, obok Antoniego Wojciechowskiego, był pastor ewangelicko-augsburski Arthur Rhode, superintendent diecezji ostrzeszowskiej, który trzykrotnie triumfował w mistrzostwach klubu.
Widermański próbował swoich sił także na arenie krajowej. W 1935 zajął XII miejsce w turnieju przedolimpijskim w Łodzi, notując m.in. zwycięstwo nad znanym graczem warszawskim Henrykiem Młynkiem. W 1936 w turnieju eliminacyjnym mistrzostw Polski w Częstochowie zajął VII-VIII miejsce i awansował do finału w Juracie w 1937; tam jednak, w turnieju rozegranym w obsadzie międzynarodowej, nie odegrał żadnej roli i zajął ostatnie, XXII miejsce. Zdołał zaledwie zremisować jedną partię, z Łotyszem Fricisem Apšenieksem. Mimo słabego wyniku otrzymał pochwały zwycięzcy imprezy Ksawerego Tartakowera, który w „Przeglądzie Szachowym” docenił postawę Widermańskiego („filozoficzny uśmiech i sportowy spokój” nawet „w wypadkach najgorszego pecha”) i jego umiejętności, a rezultat usprawiedliwiał brakiem doświadczenia i turniejowej rutyny.