Korespondent jednej z gazet tak pisał o Angelice sprawującej obowiązki gospodyni w dzień Nowego Roku 1839: „Dama (...) o swobodnych i wdzięcznych manierach, potrafiąca z lekkością i ożywieniem prowadzić konwersację (...). Podobno zniosła trudy trzygodzinnej levée tak cierpliwie i pogodnie, że wydałaby się niestrudzona każdemu, kto by przeszedł przez tak ciężką próbę”. Angelica, której mentorką była Dolley Madison, musiała zrobić wrażenie na gościach Białego Domu.

Po ślubie młoda para wyruszyła w podróż poślubną do Europy. Podczas długiej wyprawy wielokrotnie spotykali się z koronowanymi głowami. W Wielkiej Brytanii pełniąca de facto obowiązki pierwszej damy Angelika oraz syn prezydenta zjedli obiad z królową Wiktorią. We Francji podejmował ich król Ludwik Filip I, który wraz z odnowieniem monarchii przywrócił dworską etykietę.

Pompa i ceremonie towarzyszyła młodej parze, gdziekolwiek się pojawiła. Angelica Van Buren jako pierwsza spośród pierwszych dam podróżowała za granicę. Europejskie dwory nie były pewne jak przyjmować amerykańskich dostojników. Van Burenowie nie byli głowami państwa, tylko bliskimi krewnymi prezydenta. Jako jego krewniacy mieli status dygnitarzy, odmienny jednak od tego, jaki przysługiwał dziedzicom tronu.