Prowadził, jak wszyscy pierwsi koreańscy mistrzowie sŏn, walki Dharmy z przedstawicielami dawnych scholastycznych czy też doktrynalnych szkół buddyzmu koreańskiego. Uważał, że doktryna (poziom mowy) jest jedynie dogodnym środkiem dostosowanym do zdolności, zazwyczaj niskich, ludzi. Tak naprawdę tylko bezpośredni przekaz umysłu patriarchów sŏn (poziom bezsłowny) jest jedynie właściwym sposobem. Nawet najlepsze słowa utrzymują ślady dualistycznego myślenia i są oczywiście nieczyste. W szczególnym przekazie sŏnu, który nie jest zależny nawet od najlepszych słów, nie ma śladów ani czystości, ani nieczystości. Dlatego nauka sŏn jest tak całkowicie różna od innych. Nauki scholastyczne są prowizorycznym, tymczasowym objaśnieniem prawdy, sŏn jest prawdą samą w sobie.
Jego słowa o tym, że ponieważ nie ma słów czy mowy w sŏnie, nie ma w nim nauczycieli i uczniów były dla reszty buddyjskiego świata w Korei, przywiązanego do rytuałów i zewnętrznych form, radykalnym wyzwaniem; prowadziły także do ciągłych doktrynalnych debat.