Typowa dla baletu dworskiego jest również postać Szaleństwa (La Folie). Świetnie skonstruowane libretto bez zbytecznych dygresji zmierza do finału, z upodobaniem wykorzystując rymy na „oi” (ua), naśladujące żabie kumkanie i efekt użycia wybuchowej głoski „t”.
Rameau wykorzystał je w sposób mistrzowski, tworząc najlepszą ze swych oper komicznych. Prolog otwierają dziarskie rytmy i Tespis w roli dworzanina doskonałego, którego ornamenty drwią z publiczności. Po gwałtownej scenie małżeńskiej, na scenę wkracza Platea w rytmie arietki, drobnym kroczkiem, podobnym bardziej do żabich podskoków niż do zwiewnego poruszania się nimfy. W jej postaci Rameau dal jeden z najpiękniejszych portretów jakie zna opera: ni to mężczyzny ni kobiety, trochę płaza, a trochę pensjonarki, skrzyżowania groteski i grozy, parodiujący ówczesne konwencje. Z Plateą przybywa jej świta zobrazowana przez kumkające fagoty i świergotliwe flety. Platea z całym charakterystycznym dla siebie wdziękiem zaleca się do Kitajrona, aż wybuchnie serią gwałtownych quoi, quoi, quoi. Potem śpiewa wirtuozowską arietkę w stylu włoskim z parodystycznymi akcentami. Akt pierwszy kończy deszcz, przechodzący w gwałtowną, wspaniałą burzę komiczną.