Centralny punkt pola bitwy stanowiła Custoza.
Zanim bitwa rozgorzała na dobre na lewym skrzydle austriackim doszło do lekkomyślnej szarży 13 galicyjskiego pułku ułanów pod dowództwem płk. Maksymiliana Rodakowskiego. Reszta kawalerii austriackiej sądząc, że nastąpił atak włoskich 7 i 16 dywizji, z opóźnieniem dołączyła do szarży. Teren nie sprzyjał działaniom kawalerii, upstrzony był gęstymi zagajnikami brzoskwiniowymi, polami kukurydzy, zabudowaniami i rozmaitymi przeszkodami. Włoska piechota sprawnie sformowała czworoboki i odparła natarcie ułanów. Austriaccy kawalerzyści, cofając się w popłochu, przekroczyli wyniesioną nieco drogę do Werony, całymi masami wpadając w głębokie rowy odwadniające wykopane po jej drugiej stronie. Salwy włoskich piechurów oddawane z małej odległości zbierały obfite żniwo. Rodakowski stracił 260 ludzi, a cała rezerwa kawalerii została przerzedzona i wyczerpana męczącym szturmem. Jakkolwiek ten niemalże samobójczy atak nie wzruszył specjalnie żołnierzy, spowodował potężną panikę w odwodach III korpusu. Panika ta rozszerzyła się jak ogień głęboko na tyły, paraliżując dostawy jakiegokolwiek zaopatrzenia czy oddziałów na włoskie prawe skrzydło. Dodatkowo zrobiła wrażenie na generale Bixio, który przekonał dowódcę korpusu, iż to niechybny znak generalnego austriackiego natarcia.