Dopiero około południa rozpoczął się bój na lewym skrzydle szlachty, gdzie dowodził Pociej, ale przez kilka godzin nikt nie mógł zyskać przewagi.
Również na prawym skrzydle wojska starły się gwałtownie i nie ustępowały przez kilka godzin. W tej sytuacji Wiśniowiecki rzucił do boju odwody, które oskrzydliły sapieżyńskich i uderzyły na nich od tyłu. Wkrótce też sapieżyńscy, upadając na duchu, zaczęli się cofać. Pierwszym, który zbiegł z pola bitwy, był podskarbi litewski, a niedługo potem całe pułki sapieżyńskie zaczęły się mieszać i pierzchać. Sam hetman – na czele garstki krewnych i zwolenników – zmuszony był uchodzić do Wilna. Jedynie Tatarzy zdołali w jakim takim porządku przedrzeć się zbrojnie przez tłum nieprzyjaciół.
Tylko Michał Franciszek Sapieha, na czele 1050 konnych, osłaniał rozbite i uchodzące wojsko. Jednak widząc niepodobieństwo dalszego oporu, zmuszony został do poddania się. Przyprowadzony przed Wiśniowieckiego oddał się pod jego opiekę, która wszakże nie ocaliła go od okrutnej śmierci w Olkienikach, gdzie pijana tłuszcza – podburzona przez kanonika Białłozora – rozsiekała go szablami.