Katastrofa 1 sierpnia w środku dnia nad Gdańskiem przeszła ulewa, po godzinie 14 nie jeździły tramwaje, toteż część ludzi skorzystała z promu, by nie iść pieszo. Do wypadku doszło około godziny 15, gdy prom stojąc na rzece czekał na przepłynięcie stateczku Żeglugi Gdańskiej „Maryla”, który kierował się w kierunku morza. Statek zaczepił o napięte liny stalowe, po których prom był prowadzony. „Maryla” pociągnęła liny, wciągając prom pod wodę. Osoby znajdujące się pod zadaszeniem miały niewielkie szanse na wydostanie się na otwartą część i ewentualną ucieczkę do wody. W chwili gdy statek zaczepił linę, ławki i wyposażenie poprzewracały się, tarasując wyjście. Prom zatonął w ciągu niecałej minuty.

Akcja ratunkowa Początkowo osoby, które nie poszły ze statkiem na dno, ratowały innych. Józef Piechowski, chociaż został wciągnięty pod wodę i opadł na dno po kolana, wyrwał się w górę. Na powierzchnię wyciągnął też innego pasażera promu. Natychmiast do akcji ratunkowej przystąpił kapitan „Maryli” oraz inne okoliczne jednostki. Kilka minut po katastrofie ówczesny kapitan Portu Gdańskiego Zbigniew Grabski otrzymał wiadomość o zatonięciu promu. Natychmiast udał się szybką motorówką i przy użyciu sprzętu ratowniczego Portu i Ligi Obrony Kraju przystąpił wraz z innymi do akcji ratunkowej.