Michalik odmówił, obawiając się, że lokal nie będzie przyciągał gości, ale będzie przedmiotem drwin.
Michalik uważał pierwotnie, że podstawową siłą lokalu ma być wypiek ciastek, a sala na zapleczu cukierni ma być tylko dodatkiem. Cukiernika napędzała głównie rywalizacja ze zlokalizowaną w kamienicy Kencowskiej cukiernią „Maurizia”. Powodzenie kabaretu i sali na tyłach kazało mu zrewidować poglądy.
Występy kabaretu gromadziły artystów malarzy, literatów i naukowców, ale profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Tomasz Weiss, historyk literatury utrzymywał, że bywalcami byli w większości ludzie mało znani: „[...] w Zielonym Baloniku nie było nazwisk. Raz jeszcze trzeba podkreślić, że wśród czynnych członków kabaretu bardzo wielu było urzędnikami, politykami konserwatywnymi lub ludźmi związanymi z konserwatywnym „Czasem”. Mamy więc w sumie do czynienia z dość dziwacznym zjawiskiem; świetny kabaret rodzi się za sprawą grona malarzy i w gruncie rzeczy nieznanych lub mało znanych osób”.