W następnych tygodniach w Danii przetoczyły się demonstracje tysięcy muzułmanów. Do protestów zagrzewał ich m.in. imam meczetu w Kopenhadze Raed Hlayel: Nie będziemy tego tolerować! Jeśli to jest demokracja, nie zgadzamy się na demokrację! – krzyczał do swoich wiernych. Sprawa wywołała skandal dyplomatyczny. Ambasadorzy 11 krajów muzułmańskich, w tym nawet dążącej do członkostwa w UE Turcji, zażądali od rządu duńskiego ukarania gazety. Premier Anders Fogh Rasmussen musiał im tłumaczyć, że w Danii gazety są niezależne.
„Jyllands-Posten” stanowczo odmówiła przeprosin, co rozzłościło zwłaszcza młodych imigrantów. Zachęceni buntem francuskich przedmieść wszczęli zamieszki. W 250-tysięcznym Aarhus bandy młodocianych pojawiły się w dzielnicy Rosenhøj, gdzie podpalały samochody, sklepy, rzucały cegłami w okna domów. Pojawiały się hasła pokroju:To za proroka Mahometa! Nie będziemy tolerować tego, co zrobiła mu „Jyllands-Posten”!. Policji udało się opanować sytuację dopiero po kilku dniach.