Samo rozrzucanie ulotek uznawano za zaśmiecanie miast. Nadto wytykano częściowe finansowanie akcji ze środków publicznych. Radiowej Trójce zarzucano z kolei polityczne zaangażowanie. Jej dyrektorka Magdalena Jethon w odpowiedzi argumentowała, że dzięki akcji udało się pobudzić do myślenia nad polskością.

W ocenie Joanny Szczepkowskiej kampania mogła się kojarzyć ze środowiskami lewicowymi i była niespójna z wizerunkiem Komorowskiego uosabiającego wcześniej przyzwoitość, równowagę, rzetelność i kulturę. Według Dominiki Długosz pomysł na inicjatywę był trafny, ale wykonanie nie do końca poważne. Zdaniem Andrzeja Krajewskiego akcja „Orzeł może” dowodziła trudności elit w ukazywaniu patriotyzmu i stanowiła „próbę wykreowania, jako wzorca patrioty osoby oddającej się radosnym zabawom, najlepiej zupełnie pozbawiony[m] sensu”. Porównywano ją z Ławkami Niepodległości.