W nocy z 1 na 2 lutego 1997 młyn został zniszczony w wyniku pożaru. Według ustaleń Komendy Powiatowej Policji w Prudniku, w momencie wybuchu pożaru w obiekcie przebywał jeden ze współwłaścicieli młyna, jego małoletni syn, a także brat drugiego współwłaściciela. Na około pół godziny przed wybuchem pożaru, właściciel wyłączył walce młyńskie, po czym młyn kontynuował pracę na biegu jałowym. Postępowano tak na zakończenie pracy, żeby odetkać drogi w maszynie. Pożar powstał w obrębie szybu towarowego. Rozpowszechnianiu się pożaru sprzyjało stare drewno, a także składowane w pobliżu zboże, otręby i mąka. Właściciel jako pierwszy przystąpił do gaszenia pożaru. Straż pożarną wezwała kobieta mieszkająca w domu naprzeciwko młyna. Na miejsce przybyli strażacy z Prudnika, Nysy, Paczkowa i Kędzierzyna-Koźla. Osoby przebywające w młynie były ewakuowane przez okno. W wyniku akcji gaśniczej ucierpiał przylegający do młyna dom państwa Schneiderów.

Po młynie pozostały wypalone ściany. Zgliszcza nie zostały rozebrane.