Jeżeli Amfion żył i spodziewał się, to na pewno cierpiał i śpiewał. Jest jedna pieśń nieustanna, jej lutnia wiosną trąca śpiącą Naturę i woła Powstań, pani wszechsłużąca, Podnieś się, wieków Marto do roboty. Okryj się darnią szmaragdową, włóż diadem z ptaków, woły niech powoli odwracają skiby. I jest druga pieśń, o której rozmyślał Gedeon w swych namiotach, ten wszechdziejów sługa. Rozmyśla nadal i ufa, że sto tysięcy trąb uderzy w mury, a wielki jęk w ściany więzień (czarne turm marmury). Broń wtedy przetopi się na instrumenty muzyczne. Ludzie powiedzą, że to nieba szaleją, a nieba – że przyszedł dzień wiary.
Poeta dziękuje adresatce, że stanęła pomiędzy dwoma pieśniami, jak muzyk, albo dobry obywatel w sejmie. Dziękuje sercem i wierszami.
Uwagi
Przypisy . . . .
Bibliografia
Kategoria:Wiersze Cypriana Kamila Norwida Kategoria:Utwory literackie z 1861