Według relacji Prokopiusza przez ponad 50 lat, z kilkoma nieregularnymi przerwami, Porfiriusz atakował okręty znajdujące się w okolicy Konstantynopola. Najczęściej napotykano go w cieśninie Bosfor. Wieloryb rzucał się zarówno na łodzie rybackie czy kupieckie, jak i na okręty wojenne. W wyniku jego ataków wiele jednostek zatonęło, a z czasem świadomość zagrożenia wśród żeglarzy wzrosła na tyle, że niejednokrotnie kapitanowie okrętów zmieniali trasę rejsu na wieść o pojawieniu się Porfiriusza na danym akwenie. Problemy wywołane przez ataki spotkały się z reakcją cesarza Justyniana, który nakazał unieszkodliwienie wieloryba, co okazało się jednak niemożliwe do realizacji.

Zgodnie z relacją Prokopiusza Porfiriusz wypadł ostatecznie na jedną z plaż Morza Czarnego, gdzie, nie mogąc dostać się z powrotem do wody, napotkał śmierć z rąk grupy okolicznych mieszkańców. Śmierć Porfiriusza miała według Prokopiusza przynieść ulgę mieszkańcom cesarstwa, jakkolwiek spekulowano, że zabite wówczas zwierzę mogło być innym wielorybem, niezwiązanym w żaden sposób z serią ataków i zatonięć.