Początkowo wojska radykałów schroniły się wewnątrz taboru (wagenburga) – sprzężonych wozów ustawianych w szyku kołowym (zazwyczaj w kilka współśrodkowych pierścieni). Taboryci liczyli na to, że koalicjanci – z uwagi na to, że ich terytorium pozostało właściwie niechronione – wykonując nerwowe działania popełnią jakiś błąd.

Diviš Bořek podzielił swą jazdę na dwie części, przy czym jednej nakazał schronić się w niewielkiej dolinie w pobliżu obozu radykałów. Drugiej grupie wraz z taborem nakazał atak na tabor radykałów, który po pierwszych salwach obrońców załamał się.

W tym momencie Prokop i Jan Čapek popełnili błąd. Podobnie, jak to miało miejsce we wcześniejszych walkach z wyprawami krzyżowymi na Czechy oraz podczas wypraw wojennych husytów, otwarto tabor, aby umożliwić własnym wojskom pogoń za ponoć uciekającymi w rozsypce przeciwnikami. Utrakwiści poczekali, aż Jan Čapek będzie dostatecznie daleko od wozów, a jego wojska będą zbyt zajęte masakrowaniem uciekających niedobitków. W odpowiednim momencie uderzył oddział ukryty w dolinie atakując opustoszały i otwarty tabor broniony przez niewielki oddział piechoty. W tym czasie rzekomo uciekające oddziały dokonały zwrotu i uderzyły na goniących ich taborytów. Niespodziewana zmiana sytuacji wprowadziła zamęt wśród taborytów.