9 mgła się podniosła i piechurzy znaleźli się pod huraganowym ogniem piechoty i artylerii hiszpańskiej (liczono do 4 pocisków działowych i 400 karabinowych na minutę). W tym samym mniej więcej czasie podporucznik Andrzej Niegolewski został wysłany ze swym plutonem w góry celem zdobycia „języka”, nie był więc przy szwadronieJak sam pisał po latach, zgodził się jechać pod warunkiem, żeby mu do oddziału „kilku chwatów najlepszych oddano”., gdy padł decydujący rozkaz cesarski.

Cesarz, zdenerwowany odwrotem piechoty, polecił generałowi Montbrunowi, dowódcy straży przedniej, by na baterie uderzył polski szwadron służbowy, którym dowodził szef 3. szwadronu Jan Leon Kozietulski (w zastępstwie; właściwy dowódca, Ignacy Stokowski, nie dotarł jeszcze z Francji). Z uwagi na brak plutonu, z którym odjechał Niegolewski, do ataku miało ruszyć około 125 szwoleżerów oraz kilku ochotników. Nie wiadomo do dziś, czy cesarz zamierzał rzeczywiście zdobyć szarżą lekkokonnych przełęcz, czy też myślał o rozpoznaniu bojem pozycji hiszpańskich. thumb|left|Pułkownik Jan Leon Kozietulski po roku 1815 Z boku drogi, a więc 3–4 km za Boceguillas i u wejścia na przełęcz, ustawiły się 3. kompania kpt. Jana Nepomucena Dziewanowskiego, a za nią 7. kompania kpt. Piotra Krasińskiego;