Według szacunków w 2018 do pracy w Mordorze dojeżdżało dziennie ok. 80–100 tys. osób, w większości młodych. Stał się on również jednym z symboli pracy korporacyjnej, ze specyficznym typem ludzi – młodych, ambitnych i przepracowanych, goniących za kolejnymi „deadlinami”, co odbija się na ich życiu prywatnym. Żartobliwie nazywają siebie orkami, porównując swoją pracę do pracy orków z książek Tolkiena.
Utrudniony dojazd, korki oraz problemy z miejscem do parkowania powodują, że część kandydatów odmawiało przyjęcia ofert pracy w przedsiębiorstwach, które mają siedzibę w tej części miasta. W marcu 2019 wskaźnik powierzchni niewynajętej wynosił średnio 19,8% (przy średniej dla Warszawy 9,1%). Pomimo niższych czynszów, Mordor zaczął tracić status centrum biurowego stolicy na rzecz Woli.
Pojawiły się próby mniej lub bardziej oficjalnego oznaczenia Mordoru, m.in. przez zawieszenie tablicy, która jednak została zdjęta przez służby. Nazwa jest też rozpoznawana przez oprogramowanie Google Maps. Były też próby jej nadania w ramach budżetu obywatelskiego. Od 2015 roku wydawane jest czasopismo „Głos Mordoru” (ISSN 2545-0204) skierowane do pracowników korporacji mających siedziby w Mordorze.
Nazwa Mordor została spopularyzowana przez fanpage „Mordor na Domaniewskiej” prowadzony w serwisie Facebook, który w 2018 miał ponad 100 tys.