Powstanie warszawskie w dyplomacji – ogół działań na niwie politycznej i dyplomatycznej, prowadzonych w ramach koalicji antyhitlerowskiej w sierpniu i wrześniu 1944 roku, związanych z kwestią udzielenia pomocy powstaniu warszawskiemu.
Wkrótce po wybuchu powstania Armia Czerwona z przyczyn politycznych wstrzymała ofensywę na kierunku warszawskim. Stalin nie uległ wielokrotnym apelom o udzielenie pomocy powstaniu, kierowanym do niego przez aliantów i Rząd RP na uchodźstwie, a także sabotował działania podejmowane w tym zakresie przez mocarstwa anglosaskie. Z kolei wsparcie udzielone powstańcom przez USA i Wielką Brytanię miało ograniczony charakter i nie wpłynęło w sposób istotny na sytuację w Warszawie. Pozbawione efektywnej pomocy z zewnątrz oddziały Armii Krajowej były zmuszone kapitulować przed Niemcami (3 października 1944). Spory wokół kwestii pomocy dla powstania, które rozgorzały wewnątrz „wielkiej trójki”, niektórzy historycy są skłonni uznawać za prawdziwy początek „zimnej wojny”.
Sytuacja Polski na arenie międzynarodowej u progu powstania warszawskiego thumb|240px|Rząd Stanisława Mikołajczyka W momencie wybuchu powstania warszawskiego sytuacja Polski na arenie międzynarodowej była zdecydowanie niekorzystna. Od momentu rozpoczęcia wojny niemiecko-sowieckiej (22 czerwca 1941) systematycznie słabła bowiem pozycja Polski w ramach koalicji antyhitlerowskiej. Związek Radziecki, którego armie wiązały na froncie wschodnim większość dywizji niemieckiego Wehrmachtu, urósł do rangi najważniejszego sojusznika mocarstw zachodnich. Pozycja Polski osłabła jeszcze bardziej, gdy Stalin wykorzystał sprawę odkrycia grobów katyńskich jako pretekst do zerwania stosunków dyplomatycznych z rządem RP na uchodźstwie. Tymczasem już jesienią 1943 roku stało się jasne, że Polska nie zostanie wyzwolona spod okupacji niemieckiej przez wojska aliantów zachodnich, lecz przez Armię Czerwoną. W tej sytuacji kolejne agresywne posunięcia Stalina – kwestionowanie przedwojennej granicy polsko-radzieckiej, inspirowanie ośrodków politycznych konkurencyjnych wobec legalnego rządu RP (Związek Patriotów Polskich, Krajowa Rada Narodowa) – stawiały pod znakiem zapytania nie tylko zachowanie integralności terytorialnej Polski, lecz również jej politycznej niezależności.
Obawy potwierdziły się, gdy front wschodni przekroczył granicę przedwojennej Polski. Na ziemiach opanowanych przez Armię Czerwoną formacje NKWD masowo aresztowały żołnierzy Armii Krajowej oraz przedstawicieli cywilnych władz Polskiego Państwa Podziemnego. 21 lipca 1944 powstał w Moskwie tzw. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego – organ wykonawczy KRN, który rościł sobie prawo do sprawowania władzy wykonawczej na terenach centralnej Polski wyzwolonych przez Armię Czerwoną. Organ ten, teoretycznie wielopartyjny, pozostawał zdominowany przez komunistów oraz całkowicie podporządkowany Stalinowi. Zarówno Rząd RP na uchodźstwie, jak i przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego, uznali powstanie PKWN za wstęp do narzucenia Polsce komunistycznego rządu marionetkowego.
Rząd RP na uchodźstwie nie mógł liczyć na skuteczną pomoc ze strony pozostałych członków „wielkiej trójki”. Dla USA i Wielkiej Brytanii absolutnym priorytetem było bowiem utrzymanie ZSRR w szeregach aliantów, a polsko-sowieckie spory były postrzegane przez ich przywódców jako zagrożenie dla spójności koalicji antyhitlerowskiej. Bez pomocy Armii Czerwonej nie można było liczyć na szybkie pokonanie Niemiec i Japonii, stąd mocarstwa anglosaskie były gotowe przystać na terytorialne żądania Stalina, a także zgadzały się, iż władzę w powojennej Polsce powinien objąć rząd „przyjazny wobec ZSRR”. Już podczas konferencji teherańskiej przywódcy „wielkiej trójki” uzgodnili wstępnie, że granica Polski z ZSRR zostanie poprowadzona tzw. Linią Curzona, w zamian za co Polska miała uzyskać rekompensatę terytorialną kosztem Niemiec (28 listopada – 1 grudnia 1943). Informacje o ustaleniach podjętych podczas konferencji w Teheranie nie zostały przekazane polskiemu rządowi na uchodźstwie. Na skutek funkcjonowania wojennej cenzury oraz działalności silnego prosowieckiego lobby w anglosaskiej prasie, opinia publiczna w USA i Wielkiej Brytanii nie była informowana o rzeczywistej sytuacji w Polsce.
Kwestia braku uzgodnienia terminu powstania z sojusznikami Wobec rysującej się groźby narzucenia Polsce rządów komunistycznych grupa oficerów Komendy Głównej AK, skupionych wokół generałów Leopolda Okulickiego „Kobry” i Tadeusza Pełczyńskiego „Grzegorza”, zaczęła forsować koncepcję wywołania powstania w Warszawie. Zwolennicy zbrojnego wystąpienia w stolicy wierzyli, że „wstrząśnie ono sumieniem świata” oraz zmusi zachodnie rządy i opinię publiczną do reakcji na stalinowską politykę faktów dokonanych. Powstanie miało być więc wymierzone militarnie przeciw Niemcom, a politycznie przeciw ZSRR oraz podporządkowanym mu polskim komunistom. Z tego względu dowództwo AK nie mogło i nie chciało w jakikolwiek sposób uzgadniać planów powstania z rządem sowieckim. Nie zmieniał tego fakt, iż Komenda Główna AK od początku zdawała sobie sprawę, że wobec słabego uzbrojenia podległych jej oddziałów, powodzenie powstania będzie możliwe wyłącznie w sytuacji, gdy najpóźniej kilka dni po jego wybuchu wojska sowieckie wkroczą do Warszawy – zapobiegając tym samym uwikłaniu się powstańców w samotny bój z Niemcami. Z tego względu zamierzano wystąpić zbrojnie dopiero w momencie, gdy Armia Czerwona rozbije niemiecką obronę na przedmościu warszawskim i rozpocznie szturm na miasto.
Tymczasem 26 lipca 1944 premier Stanisław Mikołajczyk udał się w podróż do Moskwy (dotarł tam 30 lipca), gdzie miał spotkać się ze Stalinem i podjąć ostatnią próbę znalezienia modus vivendi pomiędzy Polską a ZSRR. Prawdopodobnie premier liczył, że wyzwolenie Warszawy przez oddziały AK stanie się kluczowym elementem przetargowym, wzmacniającym jego pozycję w negocjacjach z radzieckim dyktatorem. W rzeczywistości trudna sytuacja militarna, w której od pierwszych godzin walki znajdowali się powstańcy, zmusiła Mikołajczyka do apelowania o radziecką pomoc dla Warszawy i tym samym znacząco osłabiła jego pozycję negocjacyjną.
Termin powstania nie został także uzgodniony z rządami USA i Wielkiej Brytanii. Współpraca AK z aliantami zachodnim była zresztą mocno utrudniona ze względu na fakt, iż uznawali oni ziemie polskie za strefę operacyjną Armii Czerwonej. Z tego względu Brytyjczycy odmawiali m.in. wysłania swojej misji wojskowej do okupowanej Polski. 6 czerwca 1944 brytyjski Komitet Szefów Sztabów zgodził się, że wywołanie ewentualnego powstania powszechnego w Polsce „należy do kompetencji Rządu Polskiego, a wybranie właściwego czasu do władz [podziemnych] w Warszawie”. Już trzy tygodnie później szef Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE), generał Colin Gubbins, poinformował jednak generała Stanisława Tatara, że brytyjskie władze wojskowe odmawiają udzielenia AK szerszej pomocy (w tym masowych zrzutów broni) – wykraczającej poza wspieranie działań dywersyjnych.
Niemniej mocarstwa anglosaskie nie mogły twierdzić, że zostały całkowicie zaskoczone wybuchem powstania. W dniu 27 lipca 1944 ambasador RP w Londynie, Edward Raczyński, spotkał się bowiem z ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Anthonym Edenem, którego poinformował wstępnie o planach zbrojnego wystąpienia AK w Warszawie. Jednocześnie w imieniu polskiego rządu poprosił Brytyjczyków, aby w momencie wybuchu powstania: 1) umożliwili przerzucenie do stolicy polskiej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej; 2) oddali do dyspozycji AK cztery polskie dywizjony lotnicze stacjonujące w Wielkiej Brytanii; 3) zbombardowali niemieckie lotniska w pobliżu Warszawy; 4) oficjalnie uznali prawa kombatanckie żołnierzy AK. Eden obiecał rozpatrzyć te postulaty w trybie pilnym, podając jednak w wątpliwość techniczne możliwości ich zrealizowania. Już następnego dnia Foreign Office poinformowało Raczyńskiego, że „zupełnie niezależnie od trudności skoordynowania takiej akcji z rządem sowieckim (…) same tylko względy operacyjne muszą nas powstrzymać od zaspokojenia trzech żądań, jakie Pan wysunął w związku z niesieniem pomocy powstaniu warszawskiemu”. Brytyjczycy nie pozostawili wątpliwości, że: „Rząd JKM nie jest w stanie nic zrobić w tej sprawie”. W rezultacie strona polska nie uzyskała przed wybuchem powstania żadnych obietnic pomocy ze strony sojuszników.
Wstrzymanie radzieckiej ofensywy na Warszawę thumb|upright|Marszałek Konstanty Rokossowski Jeszcze w trakcie powstania radziecka propaganda i dyplomacja – a w ślad za nimi również polscy komuniści – głosiły, że Armia Czerwona nie była w stanie udzielić Warszawie skutecznej pomocy. Miało to wynikać z faktu, iż wojska 1 Frontu Białoruskiego były wyczerpane po intensywnych walkach na Białorusi, zbytnio oddalone od własnych baz zaopatrzeniowych i lotnisk, a ich flanki były zagrożone niemieckimi kontruderzeniami. Podkreślano, że wybuch powstania nie został uzgodniony z dowództwem radzieckim, a także utrzymywano, że polska stolica nie odgrywała większej roli w radzieckich planach wojennych. Z kolei Niemcy mieli skoncentrować znaczne siły na przedmościu warszawskim, które w bitwie pancernej pod Warszawą zadały znaczne straty czołówkom 1 Frontu Białoruskiego i zatrzymały ich marsz w kierunku zachodnim. Podobne oceny były formułowane w opracowaniach historycznych i publikacjach prasowych ukazujących się po wojnie w ZSRR i PRL.
Dokumenty ujawnione po rozpadzie ZSRR przeczą jednak tym twierdzeniom. Nikołaj Iwanow wskazywał, że pod koniec lipca 1944 roku w skład 1 Frontu Białoruskiego wchodziło dziesięć armii (w tym jedna pancerna), sześć samodzielnych korpusów pancernych i kawaleryjskich oraz dwie armie lotnicze. Dowodzący frontem marszałek Konstanty Rokossowski miał więc do dyspozycji prawie milion żołnierzy, 3000 czołgów, 15000 dział i moździerzy oraz 3500 samolotów. Zdaniem Iwanowa teza, jakoby oddziały frontu były wyczerpane i pozbawione zaopatrzenia, nie ma pokrycia w faktach. Radziecka 2 Gwardyjska Armia Pancerna, prowadząca bezpośrednie natarcie w kierunku Warszawy, została bowiem wprowadzona na pierwszą linię dopiero w dniu 22 lipca 1944. W dodatku wyruszyła ona z pozycji wyjściowych na Wołyniu skąd jej bazy zaopatrzeniowe dzieliła od polskiej stolicy odległość jedynie 300 kilometrów (szlaki zaopatrzeniowe 2 GAPanc. nie wiodły przy tym przez zrujnowaną Białoruś, lecz przez stosunkowo mniej zniszczoną południowo-wschodnią Polskę). W dokumentach 1 Frontu Białoruskiego brak zresztą wzmianek o poważniejszych problemach zaopatrzeniowych, a sama 2 GAPanc. posiadała trzykrotnie większe zapasy amunicji oraz większe zasoby paliwa niż radziecka 69 Armia walcząca na rzekomo priorytetowym przyczółku warecko-magnuszewskim. Ponadto wiele dowodów wskazuje, że Warszawa odgrywała znacznie większą rolę w radzieckich planach wojennych, niż była to skłonna przyznać radziecka propaganda i historiografia. Świadczyć może o tym m.in. ogrom sił zgromadzonych przez Armię Czerwoną na kierunku warszawskim. W drugiej połowie lipca 2 GAPanc. została także wzmocniona o 1 pułk pontonowy do przeprawy ciężkich czołgów oraz 6 górską brygadę inżynieryjno-saperską, co może wskazywać na istnienie planów forsowania Wisły na szeroką skalę. Marszałek Rokossowski ujawnił w swoich powojennych wspomnieniach, że podczas przygotowań do operacji „Bagration” Stalin podkreślał „strategiczne i polityczne znaczenie Warszawy”. Gdy na dzień przed wybuchem powstania Mikołajczyk spotkał się w Moskwie z Ludowym Komisarzem Spraw Zagranicznych ZSRR Wiaczesławem Mołotowem ten oświadczył mu, że wojskom sowieckim pozostało do miasta jedynie 10 kilometrów i wkrótce będzie ono wyzwolone. Kilka dni później Stalin przyznał podczas rozmowy z Mikołajczykiem, że oczekiwał wkroczenia wojsk sowieckich do Warszawy w dniu 6 sierpnia.