Zabójstwo Bohdana Piaseckiego – zabójstwo, które miało miejsce najprawdopodobniej 22 stycznia 1957. Piętnastoletni syn Bolesława Piaseckiego (lidera przedwojennej Falangi i szefa powojennego Stowarzyszenia Pax) został tego dnia uprowadzony sprzed należącego do Stowarzyszenia Pax warszawskiego Liceum Ogólnokształcącego pw. św. Augustyna, do którego uczęszczał. Dwaj mężczyźni, którzy go porwali, przewieźli chłopca taksówką do schronu przeciwlotniczego w budynku przy alei Świerczewskiego 82a (obecnie aleja „Solidarności”), gdzie został zamordowany. Ciało Bohdana Piaseckiego odnaleziono 8 grudnia 1958.

Sprawa do dziś nie została wyjaśniona. Teorie dotyczące zabójców najczęściej mówią o Służbie Bezpieczeństwa albo Żydach (lub osobach żydowskiego pochodzenia pracujących w SB). Motywem zbrodni miałaby być wewnątrzpartyjna walka w PZPR lub chęć zemsty za przedwojenną antysemicką działalność Bolesława Piaseckiego.

Porwanie thumb|Budynek przy al. „Solidarności” 82a (dawna al. gen. Karola Świerczewskiego), w którego podziemiach znaleziono ciało zamordowanego Bohdana Piaseckiego Bohdan Piasecki (ur. 12 sierpnia 1941) był synem Bolesława Piaseckiego i Haliny z Kopciów. Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego pw. św. Augustyna, mieszczącego się przy ulicy Naruszewicza 32 w Warszawie, w pobliżu mieszkania rodziny Piaseckich. 22 stycznia 1957 około godziny 13:50 wyszedł z gmachu szkoły wraz z trzema znajomymi: Wojciechem Szczęsnym, Januszem Świątkowskim i Ryszardem Karwańskim. W okolicy skrzyżowania z ulicą Wejnerta do chłopców podszedł mężczyzna i zapytał, który z nich nazywa się Piasecki. Później pokazał Bohdanowi jakiś dokument, który wyjął wcześniej z teczki. Następnie przeszedł z chłopcem na ul. Wejnerta, gdzie czekał na nich drugi mężczyzna. Wszyscy trzej wsiedli do oczekującej na nich taksówki (czarnej Warszawy), która wkrótce potem odjechała. Szczęsny i Świątkowski, zaniepokojeni takim obrotem wydarzeń, zanotowali numer rejestracyjny samochodu: T-75-222. Następnie ten pierwszy wrócił do szkoły i godzinę później poinformował o zajściu brata Bohdana Piaseckiego, Jarosława. Po upływie kolejnej godziny (Szczęsny nie zasygnalizował jasno, że doszło do porwania) obaj udali się do domu Piaseckich, skąd o uprowadzeniu poinformowano Bolesława Piaseckiego, przebywającego w swoim biurze. Ten od razu zatelefonował do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, żądając rozpoczęcia poszukiwań syna.

Poszukiwania uprowadzonego i kontakt z porywaczami Gdy komendzie miejskiej MO nie udało się ustalić personaliów posiadacza taksówki, którą uprowadzono chłopca, pracownik Paksu, Gustaw Kitzman, na polecenie Bolesława Piaseckiego udał się do miejskiego Wydziału Komunikacji. Tam dowiedział się, że auto należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego. To jednak także nie pozwoliło milicjantom na ustalenie nazwiska kierowcy. 22 stycznia wieczorem inny pracownik Paksu, Tadeusz Anderszewski, znalazł po bardzo krótkich poszukiwaniach samochód o rejestracji T-75-222 na ul. Nowy Świat. Kierowca został zatrzymany przez MO na ul. Wilczej.

Dwie godziny po porwaniu do dyrektora liceum Stanisława Pacuły zadzwonili porywacze, podając się za przedstawicieli Ministerstwa Oświaty. Zatelefonowali także do Bolesława Piaseckiego, informując go, że w Urzędzie Pocztowym nr 1 na poste restante znajduje się list do niego. W wiadomości tej informowali o uprowadzeniu jego syna i zapowiedzieli uwolnienie go w zamian za cztery tysiące dolarów i sto tysięcy złotych. Dwa dni później porywacze zadzwonili do Piaseckiego i polecili mu, aby udał się z pieniędzmi do restauracji „Kameralna” przy ul. Foksal. Został tam wysłany ksiądz prefekt liceum, Mieczysław Suwała (podczas wojny tenże duchowny był kapelanem III batalionu, w składzie 77 Pułku Piechoty Armii Krajowej, dowodzonego przez por. Bolesława Piaseckiego), któremu towarzyszyli milicjanci. W lokalu duchowny został telefonicznie poinformowany o konieczności udania się do budynku przy alei Na Skarpie 65. Tam czekała na niego instrukcja udania się na ul. Jakubowską 16, skąd porywacze polecili mu przejechanie na Wał Miedzeszyński. Księdzu Suwale jeszcze kilkakrotnie wskazywali adresy, pod które miał się udać. Ostatecznie w jednym z miejsc znaleziono pantofel, w którym nie było jednak zapowiedzianych instrukcji, co czynić dalej.

24 stycznia do Piaseckiego ponownie zatelefonowali porywacze, informując o liście do niego pozostawionym w drzwiach kościoła św. Krzyża. Z wiadomości można było wywnioskować, że przestępcy obserwowali księdza Suwałę i wiedzieli, że towarzyszyli mu funkcjonariusze MO. Z tego powodu podnieśli kwotę okupu o 100 tys. zł. Polecili także wysłannikowi Piaseckiego, Ryszardowi Reiffowi, aby udał się on do słupa milowego na ul. Marszałkowskiej, gdzie miała czekać na niego informacja, co robić dalej. Ten nie znalazłszy listu, zadzwonił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i poinformował o utracie kontaktu z przestępcami. Jak pisze Peter Raina: 10 lutego 1957 w tygodniku Dookoła Świata ukazał się reportaż Leszka Moczulskiego, Zdzisława Szałkiewicza i Jerzego Woydyłły pt. Zagadka cichej uliczki, sugerujący ucieczkę Bohdana Piaseckiego. Akcję dezinformacyjną prowadziło także Radio „Wolna Europa”. Ksiądz Mieczysław Suwała podczas kazania żałobnego „Ofiara męczeńska śp. Bohdana Piaseckiego” powiedział: „I teraz przypomnijmy sobie te żałosne momenty, gdy Radio «Wolna Europa» nadało na cały świat, że Bohdana Piaseckiego porwała jego matka i wywiozła do Ameryki. Niech teraz przyjdą ci, którzy tę niegodną plotkę inspirowali, i niech popatrzą na to miejsce, gdzie spoczywają snem wiecznym śp. Halina Piasecka i śp. Zdzisław Piasecki i gdzie spoczywać będzie trzecia ofiara Polski: śp. Bohdan Piasecki”.

Ignacy Ekerling thumb|Budynek Sądu Okręgowego w Warszawie przy dzisiejszej al. „Solidarności” – według swoich zeznań Ignacy Ekerling miał tam po raz ostatni widzieć Bohdana Piaseckiego i jego porywaczy 22 stycznia MO ustaliła, że kierowcą taksówki, którą wykorzystano do porwania Bohdana Piaseckiego, był tamtego dnia Ignacy EkerlingSyn Artura i Eugenii z domu Grosfeld, zob. .. Następnego dnia został on przesłuchany w charakterze świadka. Zeznał, że krótko po godzinie 13 auto wynajął mężczyzna, który najpierw kazał przewieźć się z ulicy Żelaznej do budynków sądowych przy al. Świerczewskiego. Tam do pojazdu miał wsiąść drugi pasażer, niższy od pierwszego. Ten, który znalazł się w samochodzie pierwszy, nakazał jazdę w kierunku Mokotowa, na ul. Naruszewicza, a potem na ul. Wejnerta. Następnie – jak zeznał Ekerling – pasażer, który wynajął taksówkę, wysiadł z niej, a drugi mężczyzna stanął tuż za tylnym światłem samochodu. Po ok. 5 minutach ten pierwszy wrócił z młodym człowiekiem. Wszyscy wsiedli do auta, po czym Ekerling zawiózł ich z powrotem przed gmach sądu przy al. Świerczewskiego. Tam wszyscy wysiedli i udali się w kierunku budynku. Jak stwierdzili milicjanci, zeznania kierowcy były pełne sprzeczności, w wielu punktach nie zgadzały się z wersjami przedstawionymi przez innych świadków (dotyczyło to m.in. miejsca i czasu postoju auta na ul. Wejnerta oraz tego, kto i w jakiej konfiguracji siedział w taksówce). Ekerling nie był także w stanie podać dokładnego rysopisu obu mężczyzn, co było zastanawiające, zważywszy że z jednym z nich rozmawiał i spędził w samochodzie co najmniej 40 minut. Twierdził również, że w dniu porwania jechał taksówką o rejestracji T-75-222 po raz pierwszy, jako kierowca rezerwowy. Jak później udowodniono, twierdzenie to nie odpowiadało prawdzie. Wątpliwości budziła także trasa, jaką wybrał Ekerling, dowożąc porywaczy i Bohdana Piaseckiego do sądów: ulica Wejnerta – Malczewskiego – Puławska – Polna – Noakowskiego – Plater – Świętokrzyska – Trasa NS – al. Świerczewskiego. Była to trasa uciążliwa i niewygodna dla kierowcy, ale wykorzystując ją, Ekerling mógł ominąć sygnalizację świetlną oraz posterunki milicji.

Jak twierdzi Peter Raina:

Pod koniec stycznia w miejscu porwania odbyła się wizja lokalna z udziałem Ekerlinga. Protokół z tego wydarzenia zaginął i nie został dołączony do akt sprawy. Wiadomo jednak, że nie został on przekazany Ekerlingowi do podpisu, dzięki czemu mógł on później zaprzeczyć złożonym przez siebie zeznaniom. 2 lutego przeprowadzono drugą wizję lokalną z udziałem Szczęsnego, Świątkowskiego i Karwańskiego.

Zarówno trzej szkolni koledzy Bohdana Piaseckiego, jak również inni świadkowie porwania – kioskarz Henryk Rusak oraz przechodzień Andrzej Nowakowski – nie rozpoznali w Ekerlingu kierowcy taksówki. Twierdzili, że w momencie uprowadzenia nie było go w aucie.

Pomimo że wiele wskazywało na współpracę Ignacego Ekerlinga z porywaczami, władze nie poczyniły przeciwko niemu żadnych kroków. Podejrzeń nie wzbudziło także, że wysłał on bagaże za granicę i sprzedał mieszkanie, a w marcu 1957 odebrał paszport. Następnie 4 kwietnia wyjechał z Warszawy, udając się do Zebrzydowic z zamiarem opuszczenia kraju. Jedynie z powodu interwencji Bolesława Piaseckiego (którego początkowo poinformowano, że Ekerling jedzie do Szczecina) w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, Ekerlingowi uniemożliwiono przekroczenie granicy. Nie został on jednak aresztowany. Powrócił do Warszawy, gdzie przez prawie rok (do 1 kwietnia 1958) przebywał na wolności. Dalej pracował w Miejskim Przedsiębiorstwie Taksówkowym i otrzymał większe mieszkanie służbowe, niż zajmował uprzednio. Co było szczególnie zaskakujące, wniosek o przydział lokum zgłosił nie do zakładu, w którym był zatrudniony, lecz do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jak podaje Raina, sprawę mieszkania uzgadniał z funkcjonariuszem, który brał udział w śledztwie w sprawie porwania Bohdana Piaseckiego.

28 kwietnia 1957 jeden ze świadków porwania, Wojciech Szczęsny (kolega szkolny Bohdana Piaseckiego), został napadnięty i przewrócony przed własnym domem. Kilka dni później, 4 maja, Szczęsny próbował popełnić samobójstwo, został jednak odratowany. Jak zeznał inny świadek, kioskarz Henryk Rusak, był on w tym czasie śledzony przez nieznaną mu osobę.

W październiku 1957 grupa działaczy społecznych, widząc brak postępów w śledztwie, wystosowała list otwarty do Andrzeja Burdy, prokuratora generalnego PRL, z prośbą o intensyfikację poszukiwań porwanego dziecka. Pod listem podpisali się, między innymi, Roman Brandstaetter, Ludwik Chmaj, Jan Dobraczyński, Pola Gojawiczyńska, Jarosław Iwaszkiewicz, Alfons Klafkowski, Witold Lutosławski, Stanisław Mackiewicz, Gustaw Morcinek, Antoni Pajdak, Jan Parandowski, Wilhelm Szewczyk i Jerzy Zawieyski. Kopie listu przesłano także do I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, premiera Józefa Cyrankiewicza, Episkopatu oraz do „Dziennika Ludowego”, „Kuriera Polskiego”, „Życia Warszawy”, „Expressu Wieczornego” i „Trybuny Ludu”, prosząc o publikację. Tę zatrzymała jednak cenzura.

Aresztowanie Wkrótce po porwaniu Bohdana Piaseckiego i nagłośnieniu sprawy w prasie, do Paksu zaczęli zgłaszać się ludzie, utrzymujący, że są w kontakcie z przestępcami i mogą odpłatnie pomóc ojcu w odzyskaniu dziecka. Część z nich przedstawiała nawet rzekome listy od uprowadzonego chłopca. Np. Maria Chrapowicka przekazała pracownikom Paksu list następującej treści: Większość z utrzymujących, że mogą pomóc w odnalezieniu chłopca, okazała się oszustami, starającymi się wykorzystać rozpacz rodziny uprowadzonego dziecka.