Testament – amerykański zespół muzyczny, powstały w 1983 w San Francisco, początkowo pod nazwą Legacy.
Historia Legacy Historia grupy rozpoczęła się latem 1983 roku, gdy początkujący perkusista Louie Clemente wyruszył z Los Angeles do San Francisco w poszukiwaniu muzyków do własnego zespołu. Kilka dni później pojawił się w domu gitarzysty Erica Petersona. Obydwaj rozpoczęli próby w małym pokoju w domu Erica, grając m.in. utwory Motörhead i wykonawców NWOBHM, opracowując także pierwsze własne pomysły.
Od tej pory w zespole pojawiali się i znikali nowi muzycy. Ten stan trwał do czasu, gdy zjawił się wśród nich wokalista Steve „Zetro” Sousa. Wkrótce sprowadził on basistę Grega Christiana. Po ustaleniu składu zespołowi nadano nazwę Legacy. Kiedy wydawało się, że grupa jest już gotowa do pracy, pojawiły się nowe problemy personalne.
Po ukazaniu się taśmy demo i zaistnieniu na scenach kalifornijskich klubów, okrzyknięto grupę jednym z najlepszych zespołów jaki pojawił się w Bay Area od czasu Metalliki i Exodusu. Niemal wszystkie heavymetalowe wytwórnie płytowe z USA stanęły w kolejce, by podpisać kontrakt z Legacy. Wśród nich była także firma Megaforce. John i Marsha Zazula zorganizowali grupie kilka koncertów z Anthrax. Kiedy planowano już podpisanie kontraktu, wydarzyła się rzecz, która zszokowała muzyków, stawiając wówczas pod znakiem zapytania przyszłość zespołu. Eric: – „Najpierw usłyszałem o kłopotach w Exodusie. Wiedziałem, że Exodus chce się pozbyć swojego wokalisty Paula Baloffa. Potem usłyszałem plotki o tym, że nasz Zet ma go zastąpić. Nie mogłem w to uwierzyć. Odbyliśmy ze Steve’em męską rozmowę. Powiedziałem: Nie! człowieku, mamy nagrywać płytę. Zet był zrozpaczony, nawet płakał, ale zdania nie zmienił. To była noc przed ostatnim naszym wspólnym koncertem. Wiele osób radziło nam, żebyśmy zagrali tę sztukę bez Zeta. Przestrzegali nas, że przyjdą fani Exodusu, którzy dotąd byli także naszymi fanami i zemszczą się na Zecie za to, że śmiał w tamtym zespole zastąpić Baloffa. Nie słuchaliśmy ich i wyszliśmy na scenę w pełnym składzie. To był zupełnie niezły show, ale rzeczywiście aż do piątego utworu ludzie siedzieli odwróceni do Zeta tyłem. To go strasznie wkurzyło. W pewnym momencie nie wytrzymał, zeskoczył z estrady i zaczął bić się z jakimś facetem... Wkrótce opuścił Legacy”.
Alex Skolnick: – „To wydało mi się nieprawdopodobne. Zet był tak zaangażowany w działalność zespołu, że gdybym miał zgadywać kto pierwszy opuści grupę, znalazłby się na końcu listy”. Eric: – „Spytałem go o przyczyny. Powiedział, że chce podpisać kontrakt z dużą wytwórnią, by rzucić swoją codzienną pracę. Mówił, że Exodus niedługo już taki kontrakt podpisze. Nie chciał męczyć się latami z Legacy”.
Publiczność i zespoły, czyli tzw. metalowa scena undergroundowa z Bay Area San Francisco uważana była za najbardziej zintegrowaną na świecie. Publiczność dopingowała wszystkie grupy z okolicy, a zespoły potrafiły nawet pomagać sobie czasami przy pisaniu muzyki. Wszyscy bardzo lubili Baloffa – był on, jak cały Exodus, legendą tego środowiska. Wyrzucenie Paula z zespołu groziło rozpadem wśród metalowców z San Francisco. Eric: – „Ludzie stanęli po stronie Baloffa. Przez Steve’a byliśmy bezpośrednio w to zaangażowani. Nasze stosunki z Exodusem uległy wówczas pogorszeniu. Dopiero po pewnym czasie wszystko ucichło, a my znowu jesteśmy przyjaciółmi”.
Po odejściu Steve’a Sousy, w Legacy pojawił się Chuck Billy – Indianin z pochodzenia, występujący niegdyś w speedmetalowym zespole Rampage, a później w komercyjnej grupie Guilt. Eric: – „Chuck zadzwonił do Alexa i przyszedł do nas na próbę. Kiedy zaczął śpiewać, stanęliśmy jak wryci, gapiąc się na siebie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, gdy dotarło do mnie, że Chuck ma mocniejszy głos i większą skalę niż Zet”.
Louie Clemente: – „Chuck jest bardziej wszechstronny jako wokalista niż Zetro. Potrafi śpiewać ciężko i miękko, jest melodyjny i agresywny jednocześnie. Zetro zawsze używał skrzypiącego wokalu, który bardzo szybko przechodził w pisk”. Eric: – „Po przyjściu Chucka, Zet zaczął się bardzo źle o nas wyrażać. Mówił: rzeczą, którą naprawdę lubię w Exodusie jest to, że piszemy prawdziwy materiał, czego nigdy nie robiliśmy w Legacy. Ciekawy jestem, kto upoważnił go do takich wypowiedzi na temat naszych tekstów, skoro faktycznie to on właśnie je napisał. Oto jego słowa – „Przemoc, Terror, Szalejące fale, Śmierć sieje panikę, Nie można uciec, Ciemność zwycięża, Nie ma nikogo, kto by nas uratował” [Raging Waters – przyp.]. I co mieliśmy zrobić z takimi tekstami?”
Testament – The Legacy thumb|left|200px|Eric Peterson oraz Alex Skolnick podczas występu na festiwalu Metalmania w roku 2007 Po przyjściu Billy’ego do zespołu, aktualna stała się sprawa kontraktu płytowego. Najlepsza propozycja wpłynęła od Megaforce, współpracującej już wówczas z Atlantic Records. Wkrótce grupa wyruszyła do Nowego Jorku, gdzie w Ithaca Studio, pod okiem producenta Alexa Perialasa nagrała swój debiutancki album. Przed wydaniem debiutanckiego albumu zespół zmuszony został do zmiany nazwy. Eric: – „Wszyscy znali nas pod nazwą Legacy. Utrata jej była dla nas bardzo bolesna. Najpierw dowiedzieliśmy się, że w latach siedemdziesiątych nagrywała dla Atlantic jakaś dyskotekowa grupa Legacy. Powiedziano nam, że gdybyśmy chcieli procesować się, stracilibyśmy dużo czasu i pieniędzy. Nazwę Testament wymyślił Billy Milano z S.O.D., obecnie M.O.D. Żeby jednak nie rozstawać się na zawsze z nasza poprzednią nazwą, użyliśmy jej jako tytułu naszej płyty.”
Debiutancki album zespołu Testament zatytułowany The Legacy ukazał się w Stanach Zjednoczonych 13 kwietnia 1987 roku Na krążku umieszczono trzy z czterech nagrań z taśmy demo, rezygnując z utworu „Reign of Terror”, cztery inne nagrania skomponowane z dawnym wokalistą („Over the Wall”, „The Haunting”, „C.O.T.L.O.D.”, „First Strike Is Deadly”) i dwa nowe utwory, napisane przez zespół w nowym składzie („Apocaliptic City”, „Do or Die”). Jedynym wykonanym w średnim tempie nagraniem był „Alone in the Dark”, a właśnie „Do or Die” i „C.O.T.L.O.D.” były jakby sztandarowymi, najmocniejszymi utworami na płycie. Prasa przyjęła album wręcz fantastycznie. Wśród niektórych recenzji pojawiać się jednak zaczęły opinie o naśladowaniu Metalliki i Exodusu.
Alex: – Byliśmy naprawdę zdziwieni liczbą pozytywnych recenzji, szczególnie w Europie, jakie otrzymywaliśmy po The Legacy. Niestety zawsze znajdą się dziwni ludzie mówiący „zrzynacie z tego i tego zespołu”, „jesteście clowne band” itd. Te tendencje trochę nas martwią. Zresztą takie komentarze ukazują się jedynie w dużych pismach, gdzie piszący nie mają zbytniego pojęcia o czym piszą. W specjalistycznych magazynach i małych fanzinach wszystko wygląda inaczej. Eric: – Testament był po Death Angel drugą w historii thrash metalu grupą rozprowadzaną przez dużą wytwórnię, a co się z tym wiąże – nasze płyty pojawiały się na półkach różnych sklepów różnych krajach. Reklamowano nas jako thrash z San Francisco, a ten w niektórych miejscach kojarzył się wyłącznie z Metallicą. I tak zaczęto mówić i pisać, że jesteśmy jej kopią. Nic bardziej błędnego. Na szczęście słuchacze i magazyny lepiej zorganizowane w temacie wiedzą, że z nikogo nie zrzynamy, choć energia i styl są te same. Ale The Legacy zawiera nie tylko te elementy...”
Rzeczą, która z pewnością łączyła Testament z Metalliką i Exodusem był fakt, że żaden z tych zespołów nie tworzył własnego wizerunku. Eric: – „Jesteśmy naturalni, wyglądamy tak jak ci, którzy przychodzą na nasze koncerty. Dziwi mnie natomiast, że skoro chłopaki z Anthrax mieszkają w Nowym Jorku, gdzie oprócz lata nigdy nie ma więcej niż 80 stopni Fahrenheita [27 °C], to po co decydują się na robienie zdjęć w Kalifornii, w szortach, w których u siebie i tak nie mogą chodzić. My również mieliśmy zwyczaj chodzić w bermudach, jeszcze wcześniej zanim wpadł na to Anthrax. Ale my nosiliśmy je dlatego, że mieszkamy w Kalifornii, gdzie jest zwykle za ciepło, by nosić coś innego”.
Po ukazaniu się The Legacy kierownictwo Megaforce zadbało o dobrą promocję zespołu. Grupa wyruszyła na trasy koncertowe – po Europie z Anthrax i Stanach Zjednoczonych z Overkill. Szczególnie to pierwsze tournée odniosło ogromny sukces utrwalający pozycję grupy na kontynencie europejskim i Wyspach Brytyjskich. Dziennikarze europejscy okrzyknęli najmłodszego w zespole Alexa Skolnicka za najlepszego nowego gitarzystę na heavymetalowej scenie. Niejako z wdzięczności za gorące przyjęcie zdecydowano się wypuścić na rynek europejski EP-kę Live in Eindhoven, zawierającą fragmenty (pięć utworów) koncertu zespołu przed piętnastotysięczną publicznością, podczas holenderskiego festiwalu Dynamo. Po powrocie muzyków z Europy na potrzeby MTV nakręcono w więzieniu Alcatraz teledysk do utworu „Over the Wall”.
The New Order thumb|200px|Greg Christian podczas koncertu na Sweden Rock Festival w 2008 roku Ostatecznie sprzedano ponad 100 tys. egzemplarzy The Legacy, co pozwoliło grupie spokojnie przygotowywać się do nowej sesji nagraniowej. Ponownie postanowiono skorzystać z usług Alexa Perialasa i nowojorskiego studia Ithaca. Według zapowiedzi muzyków, ich nowy album miał odbiegać stylistycznie od debiutanckiego krążka. Eric: – Bardzo nam pochlebia, że jesteśmy porównywani do tak wspaniałego zespołu jak Metallica, ale nie lubimy kiedy uważa się nas za ich naśladowców. Naprawdę ciężko pracujemy nad nowymi pomysłami i jesteśmy pewni, że nasz nowy album obali wszystkie oskarżenia.
Płyta ukazała się w kwietniu 1988 r. pod tytułem The New Order. Poprzedzona została teledyskiem i singlem „Trial by Fire” zawierającym specjalną wersję tego utworu, a także nieopublikowany dotychczas „Reign of Terror” i cover Aerosmith „Nobody’s Fault”. Eric: – The New Order jest dowodem na to, że rozwijamy się muzycznie. Gitary mają bardziej klasyczne brzmienie. Wprowadziliśmy też intra, których nie stosowaliśmy na pierwszej płycie. Nadaje to nowemu albumowi zupełnie inny rodzaj feelingu. Mieliśmy tym razem możliwości, by popracować nad udoskonaleniem naszego brzmienia i unikać tak jak tylko możliwe zewnętrznych wpływów”.
Chuck: – Mieliśmy znacznie więcej czasu na realizację tej płyty i upewnienie się, że wszystko brzmi tak jak tego chcieliśmy. Poza tym nie czuliśmy już tak ogromnej presji by dogonić najlepszych, jak podczas realizacji The Legacy.
The New Order potwierdził nieprzeciętne zdolności aranżacyjne i techniczne muzyków. Album był z pewnością tym, czego oczekiwali fani tego zespołu. Płyta stanowiła całość mówiącą o zagrożeniu nuklearnym świata. Wyraźnej poprawie uległy apokaliptyczne teksty zespołu. Tempo wykonywanych utworów wyraźnie zmalało, brzmienie nieco wypolerowano, a mimo to zespół nie stracił swojej dynamiki i energii. Sztandarowym utworem na płycie stał się doskonale skomponowany, wykonany w podobnym co „Alone in the Dark” tempie „Trial by Fire”. Pojawiły się także instrumentalne kompozycje – balladowe „Musical Death (A Dirge” – znane później tylko pod tą nazwą), „Hypnosis” i intra stanowiące interesujące tło dla szybkich, pełnych ciekawych pomysłów i rozwiązań harmonicznych, nieustannych zmian tempa utworów „Eerie Inhabitants”, „The New Order”, „Into the Pit”, „Disciples of the Watch”, „The Preacher” i „A Day of Reckoning”. Pod względem wykonania i bogactwa pomysłów płyta była majstersztykiem. Grupa nie oparła się także panującej wśród metalowych zespołów modzie na nagrywanie coverów, czyli własnych wersji starych utworów innych wykonawców i umieściła na płycie dawny przebój Aerosmith „Nobody’s Fault”. Na trasie po Stanach Zjednoczonych rolę supportu pełniła grupa Vio-lence (z grupą tą związany był Rob Flynn z Machine Head, po odejściu z Forbidden Evil). Innymi zespołami, z którymi występował wówczas Testament były m.in. Judas Priest, Megadeth, Voivod, Anthrax. Zespół wystąpił też wówczas po raz pierwszy na festiwalu Monsters of Rock w Castle Donnington.
Practice What You Preach