Jerzy Jochimek (ur. 3 grudnia 1920 w Łodzi, zm. 4 czerwca 2010 w Tampie na Florydzie) – polski pisarz, tłumacz literatury rosyjskiej, więzień łagrów. Autor powieści, których akcja rozgrywa się między innymi w sowieckich obozach.

Młodość Jerzy Jochimek urodził się w inteligenckiej, zasymilowanej rodzinie żydowskiej; jego rodzicami byli Izaak Jakub Jochimek (ur. 1893, zm. ok. 1940–44) i Idessa Anna Maria z Sadowskich (ur. 1893, zm. 1970)Jerzy Jochimek, Chrystus i białe niedźwiedzie – okładka wewn., Łódź 2008.. Jeszcze przed wojną otrzymał staranne wykształcenie, był uczniem Polskiego Społecznego Gimnazjum Męskiego w Łodzi, gdzie uczęszczał do klasy z Jerzym Pomianowskim. Ich nauczycielem polskiego był w tym czasie Mieczysław Jastrun, a nauczycielem historii – Tadeusz Landecki (poeta i tłumacz zagranicznej poezji)Daleko albo jeszcze dalej, „Tygiel Kultury”, 4-6/2008, s. 145.. W anegdocie Jochimek przytacza swoje pierwsze literackie próby – w trzeciej klasie gimnazjum miał napisać wypracowanie na klasówce. Wybrał temat z Iliady Homera, kopiując rozdział z książki Laury Orvieto. Praca została oceniona jako „szara i nieciekawa”, na następnym sprawdzianie wybrał więc wolny temat, tworząc własne opowiadanie, które nauczyciel ocenił jako „żywe i interesujące”. W ten sposób, jako dwunastoletni chłopak Jochimek mógł szczycić się, że „pisze lepiej niż ci, co piszą i wydają książki”Daleko albo... – rozmowa z Jerzym Jochimkiem, „Tygiel Kultury” 10-12/2006, s. 63.. W wieku siedemnastu lat wyjechał do Francji i zaczął studiować fizykę na Sorbonie. Latem 1939 roku przyjechał do rodzinnej Łodzi na wakacje. Zamierzał kontynuować studia na drugim roku, jednak tuż przed jego planowanym powrotem do Francji, Polska stanęła w obliczu agresji hitlerowskiej.

Lata wojny i zsyłki Jochimek opuścił Łódź, leżącą wówczas na terenach wcielonych do Rzeszy i wyjechał na południe kraju, gdzie, jak napisał jego przyjaciel, Józef Henryk Wiśniewski, postanowił przedostać się przez Węgry na zachód by walczyć o Polskę. Organizował przeprawy przez „zieloną granicę” z Węgrami. Podczas jednej z tych akcji grupa uciekinierów pod jego przywództwem została zaatakowana na terytorium węgierskim serią z rkm-u, wystrzeloną przez sowieckiego żołnierza. Osiemnastoletni Jochimek został aresztowany przez patrol NKWD i osadzony w więzieniu w Nadwornej (gdyby wyszło na jaw, że był organizatorem ucieczki, zostałby rozstrzelany na miejscu). Z Nadwornej przenoszono go do kolejnych zakładów karnych: najpierw do Stanisławowa, następnie do Lwowa i do BerdyczowaŁodzianin z Archipelagu Gułag.. W ostatnim z tych miast odczytano mu wyrok, wydany przez Specjalny Sąd Wojenny NKGB – pięć lat poprawczego obozu pracy (gułagu). Procesy wytaczane przez tę instytucję nie opierały się na analizie materiału dowodowego, oskarżony nie miał również możliwości apelacji. Zesłany na Kołymę, doświadczał boleśnie łagrowej rzeczywistości – katorżniczej pracy, przesłuchań, pobić, fałszywych oskarżeń i nadużyć sowieckiej władzy. Podejmował regularne próby ucieczki z obozów, symulował choroby psychiczne, przeciwstawiał się sowieckim funkcjonariuszom. Znalazł własny sposób na przeżycie piekła gułagu. Jerzy Pomianowski stwierdził, że Jochimek wykorzystując swoją wiedzę o literaturze i sztuce, opowiadał często radzieckim oficerom treść książek, których czytanie w ZSRR było zakazaneTygodnik Społeczno Oświatowy Głos Nauczycielski – aktualności, wydawnictwa, wywiady, oświata, nauczyciele, felietony, głos, tygodniki, reportaże, wydawnictwa, nauczyciele, gło.... Uciekał z kolejnych obozów, za co otrzymywał kolejne, coraz wyższe wyroki. Pomogło mu doświadczenie alpinistyczne i tężyzna fizyczna. Jak wylicza, w sumie jego wyrok wynosił 45 lat. Był wcielony do batalionu karnego, jednak z powodu ran, które odniósł, odstawiono go z powrotem do łagru. Zbiegł natychmiast po odzyskaniu zdrowia. Złapano go w Aszchabadzie, w pobliżu granicy z Persją, będącą wówczas protektoratem brytyjskim. Jak pisał w liście:

W marcu 1948 roku, w trzy lata po zwycięstwie ZSRR na froncie zachodnim II wojny światowej Jochimek znalazł się w grupie zwolnionych z obozu. Byłych więźniów wsadzono do pociągu. Przez większość podroży karmiono ich wyłącznie solonymi rybami i wodą, jednak tuż przed dotarciem do Polski sowieci, starający się zatuszować beznadziejny stan fizyczny i wygląd skazańców, zwiększyli racje żywnościoweDaleko albo jeszcze dalej, „Tygiel Kultury”, 4-6/2008, s. 146.. Zafundowano im również nowe ubrania, a także prawo do darmowych przejazdów wszystkimi liniami kolejowymi w kraju przez trzy miesiące. 8 maja transport dotarł do Białej Podlaskiej. Po powrocie do rodzinnego domu w Łodzi Jochimek dowiedział się, że jego ojciec zginął, ojciec jego siostrzenicy został wywieziony do Auschwitz i tam stracony, brat (Julian Jochimek, ur. 1923) i siostra (Ewa Ruth Romanowska, ur. 1918) pisarza zginęli zaś w powstaniu warszawskim. Z rodziny ocalały tylko siostrzenica Anna i matka, która rozpoznała swojego syna dopiero po godzinie rozmowy.

Powrót Dwudziestoośmioletni Jochimek powrócił do Łodzi w okresie stalinizmu. Nie miał możliwości podjęcia przerwanych studiów na Sorbonie, jego kariera naukowa stanęła więc pod znakiem zapytania. Nie był zdecydowany co do swojej przyszłości, choć od początku nosił się z zamiarem przeniesienia gułagowych wspomnień na papier. Odwiedził swojego dawnego nauczyciela polskiego, Mieczysława Jastruna w redakcji czasopisma „Kuźnica”, który miał powiedzieć, że Jochimek przypomina bohaterów Londona. Odświeżył również szkolne znajomości i za radą Jerzego Pomianowskiego, w 1951 zaczął studiować filologię rosyjską na Uniwersytecie Łódzkim. Jeszcze rok przed podjęciem studiów poświęcił się tłumaczeniom rosyjskiej prozy (Spisek Potępionych Mikołaja Witry) i poezji (wiersze konstruktywisty Ilji Sielwinskiego), co pomagało mu udoskonalić warsztat literacki. Podczas studiów nie zmienił jednak opinii o totalitarnym systemie. Nie włączył się w nurt socrealizmu, nie hołdował marksistowskim autorytetom podczas akademickich dyskusji o moralności socjalistycznej. Wręcz przeciwnie – ośmieszał je, doprowadzając debatę do absurdu. Jak pisze Wiśniewski, Jochimek miał być autorem słynnego dowcipu o tym, że ostatnie słowa Majakowskiego brzmiały: towariszczi, nie strieliajtie, ja toże komunist. Pisał dla teatru studenckiego, występował na scenie – był współtwórcą „Dyliżansu Satyry”, który później przekształcił się w Studencki Teatr Satyry „Pstrąg”Wiesław Machejko, Pstrąg; studencki teatr satyry, Warszawa 2005, str 207.. Jego nonkonformizm i „niepoprawność polityczna” pozbawiły go szansy na pozostanie w katedrze instytutu. Po obronie pracy magisterskiej, skończył karierę naukową. W 1956 roku organizował protesty i pomoc humanitarną dla Węgier, występował na wiecach w Szkole Filmowej i na uniwersytecie. Do tych wydarzeń i bezpośrednio do postaci Jochimka (choć bez wymieniania jego nazwiska) odwołuje się świadek tego przemówienia, łodzianka, M. Magdalena Starzycka w swojej powieści Manufaktura Czasu:

„Daleko albo jeszcze dalej” W połowie lat pięćdziesiątych Jochimek był gotowy do spisania wspomnień w formie powieściowego cyklu, zatytułowanego roboczo Daleko, albo jeszcze dalej. Jego styl był daleki od relacji Józefa Czapskiego czy Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, które poznał dopiero na emigracji. Gdy nadszedł rok 1956, Jochimek liczył, że na fali październikowej odwilży zaistnieje realna szansa na wydanie jego książek. Zdecydował się przekazać maszynopisy do Państwowego Instytutu Wydawniczego, gdzie zostały pozytywnie ocenione przez Andrzeja Kijowskiego, redaktora działu prozy. Po długim namyśle Kijowski miał jednak stwierdzić, że cenzura nie przepuści tego materiału. Pisarz nie miał jeszcze wtedy problemów z „władzą”, maszynopisy jego powieści krążyły między znajomymiDaleko albo... – rozmowa z Jerzym Jochimkiem, „Tygiel Kultury” 10-12/2006, s. 65.. Kilka fragmentów powieści opublikował jako Makar Pas w tygodniku studenckim „Od Nowa”, niektóre jego wiersze i opowiadania ukazały się w „Nowej Kulturze” i łódzkiej „Kronice”Daleko albo jeszcze dalej, „Tygiel Kultury”, 4-6/2008, s. 142.. Dopiero za sześć lat za zgodą Chruszczowa w ZSRR miało się ukazać pierwsze opowiadanie Sołżenicyna, Jeden dzień Iwana Denisowicza. W 1958 roku Jochimek wystąpił z prośbą o paszport, chcąc wyjechać do Paryża. Spotkał się z odmową. Wiśniewski podjął się próby wywiezienia za granicę maszynopisów, ale wpadł w ręce SB, która od tej pory zaczęła częściej dawać o sobie znać. Po odrzuceniu wniosku emigracyjnego przez ambasadę Izraela Jochimek dalej poszukiwał sposobu na wydostanie się z kraju. Zaczął uczyć języka rosyjskiego w łódzkich liceach. Jedna z jego uczennic, Krystyna Stołecka, opisała dość dokładnie jego postać w opowiadaniu Nauczyciel wydanym w zbiorze SargasyKrystyna Stołecka, Nauczyciel, [w:] Sargasy, Łódź 2003.. W tym samym czasie kończył kursy żeglarskie. Jak pisze Wiśniewski, pozwolono mu odbyć rejs po Bałtyku, ale gdy przepływali w pobliżu Bornholmu, kapitan jachtu zaczął manifestacyjnie zabawiać się „spluwą”. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa coraz baczniej obserwowali Jochimka, bardzo często stali nawet pod drzwiami wejściowymi do jego kamienicy na rogu ul. Gdańskiej i Kopernika. Żeby uśpić czujność SB, zapewniając sobie jednocześnie szansę ucieczki, zaczął budować katamaran w swoim mieszkaniu. Dbał o to, żeby wielu znajomych dobrze wiedziało o jego przedsięwzięciu – liczył, że „esbecy” uznają go za chorego umysłowo. Sam, z pomocą dwóch mężczyzn, wystawił jacht przez okno, a następnie pojechał na Mazury, by przetestować go na jeziorze Niegocin. Osiągi okazały się niewystarczające, łódź przeciekała. Doświadczony uciekinier jednak nie rezygnował. W międzyczasie, na początku lat 60. przyniósł wszystkie swoje maszynopisy Jastrunowi, który stwierdził jednak, że nie będzie mógł mu pomóc w przekazaniu ich komukolwiek. Gdy Jochimek powołał się na opinię Kijowskiego, Jastrun miał stwierdzić: tak to jest mocne i... niebezpieczne znowuDaleko albo... – rozmowa z Jerzym Jochimkiem, „Tygiel Kultury” 10-12/2006, s. 66.. W końcu, w roku 1967 Jochimek wypłynął w rejs wokół Europy jachtem klubowym. W Boulogne-sur-Mer, 13 sierpnia, nieoczekiwanie zszedł na ląd, pojechał do Paryża i poprosił o azyl polityczny.

Francja Jochimek znalazł pracę jako tłumacz tekstów technicznych na rosyjski, przez jakiś czas współpracował również z Radiem Wolna EuropaDaleko albo jeszcze dalej, „Tygiel Kultury”, 4-6/2008, s. 147.. Spotkał tam Józefa Czapskiego, który podarował mu egzemplarz swojej książki Na nieludzkiej ziemi. Sam Czapski był zachwycony Daleko albo jeszcze dalej, porównując styl tych powieści do stylu Louisa-Ferdinanda Céline’aDaleko albo... – rozmowa z Jerzym Jochimkiem, „Tygiel Kultury” 10-12/2006, s. 64.. Pisarz podjął próby wydania swoich dzieł za granicą, niespodziewanie jednak spotkał się z odmową ze strony Jerzego Giedroycia, naczelnego paryskiej „Kultury”Daleko albo... – rozmowa z Jerzym Jochimkiem, „Tygiel Kultury” 10-12/2006, s. 65–66.. Jak pisze Gustaw Romanowski, prawdopodobnie nie spodobała mu się nazbyt gęsta akcja łagrowych i więziennych peregrynacji opisywanych przez tego gułagowego świadka. Faktem jest jednak, że Giedroyc i całe pismo w tym czasie zmieniali swoją politykę wobec ZSRR, na politykę „zdrowego rozsądku”.

Giedroyc wznowił już wcześniej wydania książek Grudzińskiego i Czapskiego, przygotowywał się też do wydania książek Sołżenicyna, którego dzieła nie były antyradzieckie w takim stopniu jak dzieła Jochimka (jedną z kanw Pamiętnika z kory brzozowej jest historia polskiego oficera, który był świadkiem zatopienia barek na Morzu Białym i udało mu się uciec z pokładu)Jerzy Jochimek, Pamiętnik z kory brzozowej, [w:] Psy Kołymskie, Łódź 2006, s. 162–185..