Alice in Chains – trzeci album studyjny amerykańskiego zespołu muzycznego Alice in Chains, wydany 7 listopada 1995 nakładem wytwórni Columbia. Procesem produkcji zajął się Toby Wright. Sesja nagraniowa trwała od kwietnia do sierpnia 1995 w Bad Animals Studio w Seattle. Płytę promowały trzy single – „Grind”, „Heaven Beside You” i „Again”, z czego pierwsza i ostatnia z kompozycji uzyskały nominacje do nagrody Grammy w kategorii Best Hard Rock Performance.

25 listopada 1995 album zadebiutował na najwyższej pozycji w zestawieniu Billboard 200. 18 stycznia 1996 otrzymał od kanadyjskiej organizacji Music Canada status platynowej płyty, za sprzedaż 100 tys. kopii. 4 marca 1997 Recording Industry Association of America przyznała płycie certyfikat 2-krotnej platyny w Stanach Zjednoczonych, po przekroczeniu progu sprzedaży 2 milionów egzemplarzy.

Kontekst Po wydaniu minialbumu Jar of Flies w styczniu 1994, Staley udał się na leczenie odwykowe do Hazelton Clinic w Minnesocie, spowodowane uzależnieniem od heroiny. W lipcu zespół planował ruszyć w trasę koncertową Shit Hits the Sheds Tour wraz z Danzig, Fight i Suicidal Tendencies, występując jako support przed grupą Metallica oraz zagrać w sierpniu na festiwalu w Woodstock, jednak gdy Staley przyszedł na jedną z prób będąc pod wpływem narkotyków, Kinney odmówił dalszej chęci grania z wokalistą. „Byliśmy jak cztery rośliny, próbujące rosnąć w tej samej doniczce” – relacjonował Cantrell na łamach „Rolling Stone’a”. Jeden dzień przed rozpoczęciem wspólnego tournée, zespół odwołał swój udział, będąc zastąpionym przez Candlebox. Kinney: „Nie byliśmy wtedy ze sobą szczerzy. Gdybyśmy dalej to ciągnęli, byłoby spore prawdopodobieństwo, że pożarlibyśmy się na trasie, a zdecydowanie nie chcieliśmy, by coś takiego wydarzyło się publicznie”. Muzycy zrezygnowali z uczestnictwa w ceremonii Rock and Roll Hall of Fame. Z uwagi na narastające wewnątrz zespołu napięcie i konflikty, podjęli decyzję o przerwie w działalności. Za pośrednictwem rzecznika wystosowali oświadczenie dla prasy. W rozmowie z „Hit Parader” rzecznik grupy przyznał, że członkowie zespołu potrzebują czasu na uporanie się z własnymi problemami. „Alice in Chains to zespół posiadający tyle talentu, że będzie prawdziwą tragedią, jeśli nie będzie miał szansy realizacji swojego potencjału”.

W trakcie przerwy w działalności, Cantrell rozpoczął przygotowania do nagrań solowego albumu. W październiku 1994 Staley dołączył do supergrupy Mad Season, powstałej z inicjatywy gitarzysty Pearl Jam, Mike’a McCready’ego. Skład uzupełnili perkusista Screaming Trees, Barrett Martin i basista John Baker Saunders. Muzycy zrealizowali album studyjny Above, i zagrali krótką trasę, w trakcie której zarejestrowali koncertowe wideo Live at The Moore. Cantrell: „Myślę, że album ten jest cholernie dobry. Kiedy po raz pierwszy go usłyszałem, byłem zazdrosny jak cholera. To było tak, jakby ktoś podprowadził ci twoją dziewczynę. Ale po tej reakcji początkowej, zobaczyłem ich na żywo w Moore Theatre, i byłem z nich tak dumny, że prawie się rozpłakałem, kiedy widziałem jak grali, a potem się wkurzyłem, bo nie grałem z nimi (…) Rozmawiałem z Layne’em wiele na temat tej płyty. Była to dla niego bardzo dobra sprawa, bo dzięki temu pozbył się wielu złych rzeczy ze swojej głowy (…) Żywię do niego najwyższy szacunek za to co zrobił. Layne w najpiękniejszy sposób wśród ludzi jakich znam, mówi o strasznych rzeczach”.

Inez zrealizował z supergrupą Slash’s Snakepit debiutancki album It’s Five O’Clock Somewhere, i zagrał trasę promującą. Na przełomie 1994 i 1995 Cantrell odbywał próby przygotowujące do nagrania solowego albumu. Pracował przy pomocy Scotta McCulluma, perkusisty Gruntruck. Materiał rejestrowany był przez technicznego Cantrella, Darrella Petersa. Następnie trafił on do Ineza i Kinneya. Muzyk zarezerwował trzy miesiące w Bad Animals Studio. Wiosną do zespołu został zaproszony Staley. W jednym z wywiadów wokalista przyznał, że „wszyscy czuliśmy się rozbici i mieliśmy poczucie jakbyśmy się nawzajem zdradzili”.

Nagrywanie „Layne miał kilka utworów i Jerry posiadał dużą ilość, więc udaliśmy się wszyscy razem do studia Heart, Bad Animals, i podobnie jak w przypadku Jar of Flies, zaczęliśmy jammować. Nie było żadnej preprodukcji, wszystko powstawało w studiu.” – Toby Wright mały|left|Cantrell korzystał m.in. z modelu Gibson Les Paul Junior, będącego własnością Nancy Wilson z Heart Przed rozpoczęciem procesu nagrań, Cantrell zadzwonił do producenta Toby’ego Wrighta z propozycją współpracy. „Chciał iść do studia by nagrać album, ale inni członkowie zespołu nie byli tym zainteresowani. Mike, basista, zawsze wyrażał chęć, ale Layne i Sean w tym czasie nie chcieli, więc Jerry zadzwonił do mnie i zaprosił do swojego domu, abyśmy mogli popracować nad materiałem na jego solowy album. Powiedziałem: «świetnie, zróbmy to». Kiedy tam dotarłem, miał już napisany numer «Grind» i kilka innych rzeczy, zarejestrowanych na magnetofonie ADAT. Więc zaczęliśmy prace nad albumem”. Roboczy tytuł planowanej płyty brzmiał Jerry’s Kids. W owym czasie Staley współpracował przy projekcie Mad Season.

Wiosną, za namową Wrighta, wokalista i Kinney dołączyli do Cantrella na etapie wczesnych prac. Członkowie zespołu wynajęli Bear Creek Studio w Woodinville w stanie Waszyngton, gdzie przez tydzień pracowali nad wersjami demo. W trakcie sesji powstał utwór „Frogs”. Cantrell: „Nad jeziorem były naprawdę fajne, głośne pieprzone żaby, więc wystawialiśmy nasze mikrofony na zewnątrz i nagrywaliśmy je. Kosztowało nas to 10 tys. dolarów”.

Sesja rozpoczęła się w kwietniu 1995. Muzycy nagrywali w systemie zmianowym. Cantrell i Inez swoje partie rejestrowali rano, następnie Staley, a na końcu Kinney. Prace trwały po 12 godzin dziennie. Z uwagi na częstą nieobecność Staleya w studiu, prezes wytwórni Columbia, Don Ienner, w rozmowie z Wrightem zagroził, że proces zostanie wstrzymany, jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie.

Przy rejestrowaniu partii perkusji, Wright, pełniący z Tomem Nellenem obowiązki inżyniera dźwięku, korzystał z modeli mikrofonów Sennheiser MD 421 i AKG D-12, zamontowanych na dużym bębnie, D-12 na tom-tomach i 414s nad zestawem. Na górnej części bębna małego zastosowano 451 i 57, na dole 441. W przeciwieństwie do perkusistów nagrywających swoje partie z metronomem, w celu zachowania odpowiedniego tempa, Kinney zrezygnował z tej techniki. Według Wrighta grał w „wolnym stylu”. Cantrell w trakcie sesji korzystał ze wzmacniaczy Bogner i Marshall, a także Peavey 5150, gitar G&L (G&L Rampage), Gibson Les Paul (52 Goldtop), Fender Stratocaster i Telecaster. Wright: „Gdy Jerry nagrywał swoje partie, nabyliśmy wiele szalonych modeli gitar od różnych osób, mianowicie od Nancy Wilson z Heart, która jest kolekcjonerką. Miała tego małego Gibsona Lesa Paula Juniora, który jest fenomenalną gitarą, i był jednym z niewielu niegrzecznych chłopców, których użyliśmy na tej płycie. Więc była to tylko kwestia uzyskania różnych dźwięków z różnych gitar w razie potrzeby”. mały|Electric Lady Studios, miejsce gdzie wykonano proces miksowania albumu Staley korzystał z mikrofonu pojemnościowego Soundelux U95 nagrywając partie wokalne. Wright: „Kiedy Layne był w studiu nagrań, muzycznie był twórczy i świetnie się bawił. Pod względem liczby wokalnych zabiegów wymaganych na ścieżkę, zazwyczaj zależało to od danego utworu, ale na ogół było to jedno lub dwa podejścia”. Cantrell przyznał: „Layne jest niesamowity. Poszliśmy na zewnątrz i graliśmy w piłkę, kiedy on nagrywał partie wokalne. Po powrocie okazało się, że ma już gotowych pięć rewelacyjnych numerów. Toby posłuchał tego i powiedział: «nie mogę ci powiedzieć, żebyś cokolwiek zrobił w inny sposób»”. Producent podkreślał, że harmonie wokalne Staleya i Cantrella były „wyróżniające się”. „Mieli pewne zaufanie muzyczne między sobą, absolutnie. W mojej opinii byli jak Lennon/McCartney”. Swoje partie muzycy nagrywali osobno. Staley dużą część czasu spędzał na eksperymentowaniu z pomysłami na partie wokalne i harmonijne.

W trakcie sesji powstało w sumie dwadzieścia pięć utworów, z czego kilka w wersjach instrumentalnych. Proces miksowania Wright wykonał w nowojorskim Electric Lady Studios. Stephen Marcussen zajął się masteringiem w Marcussen Mastering Studio w Hollywood. Sesja została zakończona w sierpniu. Według Ineza „był to bardzo mroczny i smutny okres (…) To była zdecydowanie jedna z najtrudniejszych sesji nagraniowych w jakiej brałem udział”. Sam Hofstedt, pełniący obowiązki asystenta inżyniera dźwięku, przyznał, że sesja trwała dłużej niż pierwotnie zakładano. „Zespół przeszedł przez około siedemdziesiąt rolek na taśmę dwukolumnową. Prawdopodobnie budżet samych tylko taśm był większy niż dzisiejsze koszty związane z nagraniem całej płyty”. Zarządzająca grupą Susan Silver, z uwagi na zaawansowany stopień uzależnienia Staleya, proces nagrań opisała jako „naprawdę bolesny”. Jak zaznaczyła, sesja była wielokrotnie przerywana.

Analiza Muzyka mały|Styl gry Jimmy’ego Page’a miał istotny wpływ na Cantrella podczas prac nad albumem Większość materiału została skomponowana przez Cantrella, Ineza i Kinneya w czasie, gdy odbywali próbne sesje poprzedzające wejście do studia. Ze względu na mroczny i przygnębiający klimat, album często uznawany jest za kontynuację nastroju panującego na Dirt z 1992. Na płycie dominują kompozycje oparte na niskim schemacie strojenia, kierując się bardziej w stronę doom metalu. Cechą dominującą są wolne i toporne gitarowe riffy, osadzone w „brudnym” grunge’owym brzmieniu, z elementami bluesa i rocka psychodelicznego. Warstwa muzyczna, w porównaniu do poprzednich wydawnictw zespołu, w mniejszym stopniu odwołuje się do tradycyjnego metalu. Alice in Chains charakteryzuje się większą liczbą różnorodnych rozwiązań względem tekstury, niejednokrotnie przypominając delikatniejsze, akustyczne brzmienia, kojarzone z minialbumów Sap i Jar of Flies.

Cantrell w wywiadzie dla magazynu „Guitar” odniósł się do poszczególnych kompozycji. Do zagrania charakterystycznego intra w „Brush Away”, muzyk użył modelu Fender Stratocaster, korzystając przy tym z efektu sprężenia i techniki gry slappingiem. Odnosząc się do „Sludge Factory” podkreślił, że utwór został skomponowany wcześniej. „Jest to kolejny riff, który wyszedł podczas sesji demo. Faktycznie jest on dość stary, ma może siedem lat, powstał gdy dopiero formowaliśmy zespół. Pochodzi z tego samego okresu co «Love, Hate, Love» (…) Prawdopodobnie dlatego brzmi tak brutalnie, ponieważ czekał siedem lat, aby trafić na płytę”. Na temat „Head Creeps” powiedział: „Layne to wymyślił, i jest to dobry pieprzony riff, który okazał się bardziej brutalny niż się spodziewałem”. „Shame in You” omówił w następujący sposób: „Pracowaliśmy razem z Mikiem i Seanem nad tym riffem na próbach od stycznia do marca (…) Jest tu otwarte stronie i występują fajne sekwencje akordów”. „So Close” podsumował: „Ostatni utwór który nagraliśmy. Nie dostał się on gdy dotarliśmy do końca procesu, byliśmy wypaleni i wykończeni. Ale słuchaliśmy go przez około tydzień i stwierdziliśmy, że powinniśmy go dodać. To był utwór, który czekał na tekst”. „Nothin’ Song” skomentował: „Jeden z utworów o otwartym strojeniu, który ma realny riff w stylu Page’a. Jedną z wielkich rzeczy na tej płycie dla mnie jest to, że duża ilość moich wpływów i inspiracji, wyszła na tym albumie w bardziej widoczny sposób niż kiedykolwiek wcześniej (…) Kiedy skończyliśmy nagrywać ten numer, wszyscy wykrzykiwali: «Brian May!»”. „Over Now” został skomponowany przez Cantrella, Ineza i Kinney podczas wczesnych prób. Jako intro do utworu posłużył fragment „Good Night” z repertuaru Teda Lewisa.