thumb|Rekonstrukcja bitwy pod Grochowiskami z 18 marca 1863 r. (marzec 2008) mały|Po Grochowiskach (J. Sobecki) Bitwa pod Grochowiskami – bitwa stoczona 18 marca 1863 roku pod Grochowiskami, folwarkiemLeopold Wojnakowski, Wyszli nocą w pole. Busko, Pińczów, Solec, Stopnica, Wiślica i okolice – 1863. Kielce 2000, s. 52. zlokalizowanym pośród lasów, w połowie odległości między Pińczowem a Buskiem. Jedna z najkrwawszych bitew w powstaniu styczniowym, zakończona pyrrusowym zwycięstwem Polaków.

thumb|left|Plan przebiegu bitwy pod Grochowiskami opracowany przez Władysława Bentkowskiego

Geneza bitwy W reakcji na ogłoszenie Langiewicza dyktatorem i jego marsz w kierunku Gór Świętokrzyskich dowódcy rosyjskich garnizonów z Kielc, Miechowa i Olkusza zaplanowali zniszczenie zgrupowania.

Po przedarciu się przez kolumnę rosyjską w bitwie pod Chrobrzem, 3-tysięczny oddział powstańczy dyktatora Mariana Langiewicza został osaczony w lesie przez cztery kolumny rosyjskie w sile 3500 ludziWedług Małej encyklopedii wojskowej Rosjanie mieli 5000 piechoty. i 6 działWedług Małej encyklopedii wojskowej nacierający powstańcy przywitani zostali ogniem 4 dział..

Przebieg bitwy Porażka polskiej kolumny głównej Starcie rozpoczął ostrzał artyleryjski i karabinowy rosyjskiego oddziału mjr. Jabłońskiego, atakującego Polaków od strony zachodniej. W momencie rozpoczęcia starcia główna kolumna Korpusu Langiewicza znalazła się w niekorzystnych warunkach terenowych podczas przeprawy groblą przez grzęzawiskoWedług Małej encyklopedii wojskowej po bitwie pod Chrobrzem Langiewicz postanowił zaskoczyć Rosjan (dowodzonych przez Czengierego i Zwierowa) i przeszedł do niespodziewanego ataku, dopadając rosyjskie oddziały Czengierego i Zwierowa za Buskiem. Nie wiedział jednak, że wojska te otrzymały posiłki, dzięki którym ich stan liczebny wzrósł do 5000 piechoty.. Jednocześnie od północy do ataku ogniowego przystąpił oddział płk. Ksawerego Czengierego. Nie mogąc rozwinąć się na wąskiej grobli, bataliony polskiej piechoty poniosły znaczne straty, a brak broni strzeleckiej uniemożliwił odpowiedź ogniową. Poszczególne pododdziały utraciły stabilność i przemieszały się.

Kanonada na południu uświadomiła Polakom, że znaleźli się w kleszczach, co skutkowało wybuchem paniki. Żołnierze przestali wykonywać rozkazy, odmówili dalszego marszu i całe zgrupowanie inercyjnie zaczęło przesuwać się przez las na wschód. Niektórzy kosynierzy uklękli i rozpoczęli modlitwę, co dodatkowo powiększyło zamieszanie. Dowody odwagi okazywał sztab, którym z Langiewiczem na czele trwał pod ostrzałem, ksiądz Agrypin Konarski z krzyżem i rewolwerem w rękach zagrzewał powstańców do boju. Dyscypliny nie udało się jednak przywrócić. Po kilkunastu minutach ostrzału dowodzony przez Czapskiego oddział kawalerii powstańczej samowolnie wycofał się na wschód i rozpoczął odwrót przez las, tracąc kontakt z Korpusem Langiewicza. Pozostała część sił polskich w rozsypce utraciła wozy i część broni, a wielu żołnierzy porzuciło szeregi.

Nie jest jasny powód, dla którego mjr Jabłoński nie wykorzystał zamieszania w polskich szeregach dla bardziej zdecydowanych działań i ograniczył się do deprymującego, ale coraz mniej skutecznego ostrzału – powodem mogła być obawa starcia na bliski dystans w trudnym terenie albo oczekiwanie na współdziałanie oddziałów płk. Czengierego i mjr. Bentkowskiego. Innym możliwym powodem były niejasne, wynikające z niestabilnej sytuacji politycznej, rozkazy dowództwa rosyjskiego.

Nie doczekawszy się okrążenia Polaków przez sojusznicze jednostki mjr Jabłoński po dwugodzinnym ostrzale, zadowolony ze zdezorganizowania atakowanego oddziału powstańców, zerwał kontakt bojowy i wycofał się na północ celem połączenia z płk. Czangierym.

Starcie na tyłach – odwrót płk. Czachowskiego Batalion ppłk. Czachowskiego, który na odgłos wystrzałów przyspieszył marsz na północ przez las w kierunku domniemanego źródła kanonady, celem połączenia z siłami głównymi, niespodziewanie natrafił na chłopskich przewodników prowadzących rosyjski oddział mjr. Bentkowskiego na tyły Korpusu Langiewicza. Zaskoczenie obu stron skutkowało natychmiastowym wejściem obu nieprzyjacielskich oddziałów w kontakt bojowy i chaotycznym starciem, którego odgłosy wywołały panikę w polskich siłach głównych. Ppłk Czachowski rozwinął swój batalion do walki, natomiast mjr Bentkowski wydał rozkaz zmiany frontu z północno-wschodniego na południowy. Rosyjski oficer przekonany, że wpadł w zastawioną przez Polaków zasadzkę, zaczął intensywnie się ostrzeliwać. Sytuacji nie rozpoznał także ppłk Czachowski, który po kanonadzie z północy i zachodu ocenił, że Korpus Langiewicza jest już otoczony i nie mając innych rozkazów, uznał, że jedyną możliwą reakcją jest wyprowadzenie dowodzonych przez siebie ludzi z domniemanego okrążenia.

thumb|left|ppłk Dionizy Czachowski dowodził jedynym polskim oddziałem, który po bitwie pod Grochowiskami przeszedł w Góry Świętokrzyskie i kontynuował walkę Po krótkiej wymianie ognia oddział ppłk. Czachowskiego przeprowadził gwałtowny atak na broń białą na lewe (wschodnie) skrzydło oddziału mjr. Bentkowskiego, zmusił je do odwrotu i przez powstałą wolną przestrzeń wycofał się na wschód, zrywając kontakt bojowy.

Mjr Bentkowski zadowolony z odwrotu Czachowskiego i uniknięcia rzekomej polskiej zasadzki pospiesznie wycofał się na północny zachód, okrążył pierwsze pozycje Polaków i forsownym marszem udał na północ, oddalając z pola bitwy.

W konsekwencji Korpus Langiewicza utracił kontakt ze swoim najlepszym oddziałem, ale akcja straży tylnej osłoniła siły główne Langiewicza od południa, nie dopuszczając do ich okrążenia.

Starcie straży przedniej – zwycięstwo żuawów Polska straż przednia złożona z batalionu „żuawów śmierci” oraz pododdziału piechoty kpt. Komorowskiego pod łącznym dowództwem Rochebruna zdążyła przed rozpoczęciem starcia zająć dogodne pozycje obronne na pokrytym lasem wzgórzu na północ od sił głównych, gdzie strzelcy przyjęli luźny szyk, chroniąc się za drzewami. Atak na przygotowaną pozycję podjęty przez rosyjski oddział pod dowództwem płk. Czengierego, wobec relatywnie dużej siły ognia oddziałów polskich na tym odcinku przekształcił się w długotrwały pojedynek ogniowy. W odpowiedzi na rosyjski ogień rotowy, prowadzony w sposób zorganizowany przez 2–4 roty (kompanie) piechoty, żuawi, kryjąc się w terenie i wykorzystując lepszą jakość posiadanych austriackich karabinów Lorenz, zadali rosyjskiej piechocie znaczne straty. Przedłużająca się walka doprowadziła jednak do wyczerpania amunicji, dlatego wsparty w krytycznym momencie przez kompanię kosynierów kpt. Wierzbińskiego Rochebrune zdecydował się na atak na bagnety.

Zdecydowanie Rochebrune’a i dobre dowodzenie Komorowskiego przyniosło Polakom znaczny sukces – Rosjanie zostali zmuszeni do odwrotu. Zdemoralizowany oddział płk. Czengierego wycofał się na północ do Galowa, a po kilku godzinach kontynuował odwrót do Młynów, nie podejmując już żadnych akcji zaczepnych tego dnia, co zdezorganizowało współpracę sił rosyjskich.

Przegrupowanie Po odparciu ataków rosyjskich z południowego zachodu i północnego zachodu główne siły polskie znalazły się w operacyjnej pustce i w zapadających ciemnościach w dalszym ciągu bezwładnie przemieszczały się na wschód przez zaśnieżony las. Zmieszane oddziały polskie nie były chwilowo atakowane przez nieprzyjaciela i chaos w szeregach powstańczych nie powiększał się.

Dyktator Langiewicz zdecydował się odłączyć wraz ze sztabem od swoich rozbitych oddziałów i udać na daleki rekonesans, celem ustalenia położenia operacyjnego. Zwiad ten nie pozwolił dowódcy zdobyć żadnych dodatkowych informacji – nie udało się nawiązać kontaktu z oddziałem Czachowskiego, który w tym czasie wycofywał się z kompleksu leśnego Grochowiska na wschód, ani z kawalerią Czapskiego uciekającą w kierunku południowym. Oba oddziały opuściły już kompleks leśny. Dodatkowo zwiad, błądząc w nieznanym terenie, w zapadających ciemnościach spotkał się przypadkowo z równie zgubionym patrolem rosyjskich Kozaków, co stało się przyczyną decyzji o powrocie. thumb|left|Marian Langiewicz, dowódca sił powstańczych biorących udział w bitwie

Pod nieobecność dyktatora pomiędzy dowódcami pomiędzy poszczególnych polskich pododdziałów doszło do kłótni, w której Rochebrune zarzucał pozostałym dowódcom brak aktywności i odwagi. Z kolei pozostali powstańczy dowódcy żądali, aby żuawi osłonili reorganizację zmieszanego zgrupowania polskiego pomimo wskazywanego przez Rochebrune braku amunicji.

Dyskusję przerwało pojawienie się od strony północno-wschodniej kolejnego zgrupowania rosyjskiego mjr. Zagriażskiego. Składający się z dwóch rot smoleńskiego pułku piechoty, szwadronu dragonów i taboru, ale nie posiadający armat, obszedł kompleks leśny od wschodu i pod Szańcem spotkał się z bezwładnie przemieszczającym się przez las zgrupowaniem powstańczym. Mjr Zagriażski nie miał wiadomości o przebiegu dotychczasowych starć ani położeniu innych oddziałów rosyjskich.

Decydujące starcie W reakcji na wejście do akcji nowych sił rosyjskich zmieszane siły główne rozpoczęły inercyjne przemieszczanie się na zachód, w odwrotnym kierunku do dotychczasowego. Dowódcy strony polskiej w pośpiechu uformowali ze spójnych pododdziałów ugrupowanie obronne, próbując osłaniać rozpoczętą reorganizację pozostałych sił. Przeciwko nadciągającym Rosjanom wysunięto dwie kompanie strzelców mjr. Niewiaromskiego, bezpośrednio marsz nieprzyjaciela zablokowali żuawi śmierci. Ich prawe południowe skrzydło osłaniał mieszany oddział składający się tych żołnierzy sił głównych, których udało się zreorganizować podczas przegrupowania. W drugim rzucie pozycje zajęli kosynierzy płk. Dąbrowskiego i 25 ułanów dowodzonych przez rtm. Nowaka.

Mjr Zagriażski po rozpoznaniu wojsk powstańczych uformował ugrupowanie bojowe z wysuniętymi do przodu dwiema rotami smoleńskiego pułku piechoty, kawalerią zabezpieczającą tyły oraz taborami zgromadzonymi pomiędzy piechotą i kawalerią. Podczas formowania szyku żołnierze rosyjscy zostali ostrzelani z kompleksu leśnego przez polskich strzelców i natychmiast odpowiedzieli ogniem.

Ze względu na wyczerpanie amunicji dowództwo powstańcze podjęło decyzję o rozstrzygnięciu starcia przez bezpośrednie uderzenie na białą broń, które strzelcy mieli jedynie osłaniać. W tym celu w trakcie wymiany ognia oddział kosynierów dowodzonych przez płk. Dąbrowskiego rozpoczął skryte przemieszczanie się wzdłuż polskiej linii obronnej na lewe skrzydło.

Aby odwrócić uwagę Rosjan i osłonić przegrupowanie, rtm. Nowak poprowadził desperacką szarżę grupy ok. 15 kawalerzystów na rosyjskie tabory – polska kawaleria uderzyła zaskakująco z lewego skrzydła pomiędzy rosyjską kawalerię i piechotę, atakując woźniców i wzbudzając znaczne zamieszanie. Po krótkiej walce, zanim Rosjanie zdążyli podjąć przeciwdziałanie, jeźdźcy prawie bez strat wycofali się za polskie prawe skrzydło.

Wykorzystując zamieszanie w szeregach nieprzyjaciela, ok. godz. 18.00 kosynierzy ruszyli do decydującego natarcia na rosyjskie prawe skrzydło. Pierwszy atak został zatrzymany celną salwą 7. roty strzelców, jednakże płk Dąbrowski i kpt. Wierzbiński poderwali żołnierzy do kolejnego skutecznego ataku, rozbijając 7. rotę i zmuszając zdezorganizowanych rosyjskich żołnierzy do ucieczki w kierunku polskich strzelców. Płk Dąbrowski, wykorzystując sukces, kontynuował natarcie na przegrupowującą się 3 rotę strzelców smoleńskich – zaatakowani z dwóch stron rosyjscy piechurzy zostali rozgromieni i wybici podczas pościgu.

Po bitwie Bitwa zakończyła się zwycięstwem Polaków. Pomimo taktycznego sukcesu i pobicia części sił rosyjskich zgrupowanie Langiewicza utraciło zdolność do dalszych działań bojowych. Zginęło ponad 300 żołnierzy, wielu było zaginionych i rannych. Żołnierze byli skrajnie zmęczeni i zdemoralizowani niemożnością odpoczynku i brakiem zaopatrzenia. Wyczerpała się amunicja. Utracono kontakt z oddziałem ppłk. Czachowskiego i kawalerią gen. Czapskiego.