Bucket shop (dosłownie „sklep z wiadrami”) – miejsca, gdzie gracze niemogący pozwolić sobie na normalne konto u maklera mogli zawierać zakłady na zmiany cen akcji lub towarów, stawiając niewielkie środki własne i posiłkując się kredytem. Nie zawierano żadnych rzeczywistych transakcji na rynku akcji ani towarów, bo nie były to inwestycje, a zwykłe obstawianie zmian cen.
Termin bucket shop pochodzi z Anglii z początków 19 wieku. Uboga młodzież zachodziła do pubów z wiadrami i napełniała je resztkami piwa z beczek, a następnie spotykała się w opuszczonych lokalach, by pić, palić, zakładać się i używać życia. Z biegiem czasu zaczęto określać tak lokale, gdzie symulowano transakcje zbożem lub akcjami.
Wraz z potanieniem dostępu do drukujących telegrafów, takich lokali pojawiło się coraz więcej. Wynajmowały one od brokerów i firm telegraficznych linie telegraficzną, a często dwie, żeby zapewnić niezawodność działań. Te niby-biura, publikowały w gazetach reklamy i ogłaszenia, prawie na bieżąco powodowały notowania, dla niewprawnego oka bucket shopy przypominały biura maklerskie z Wall Street. Zasadnicza różnica polegała na tym, że makler działał na rzecz swojego klienta, biorąc prowizję od każdej transakcji, zaś bucket shop pozostawał ze swymi klientami w stosunkach antagonistycznych, ponieważ zarabiał na ich wydatkach. Właścicielami tych przedsięwzięć byli ludzie, których jeden z historyków giełdy nazwał „rekinami bilardu lub ewidentnymi szulerami, dla których nie ma miejsca ani w biznesie, ani w towarzystwie”.
Amerykańskie bucket shopy powstały w Nowym Jorku około 1877 roku, ale wraz z ekspansją sieci drukujących telegrafów prędko pojawiły się w mniejszych miejscowościach na Środkowym Zachodzie. Początkowo nie uznawano tego za zjawisko groźne. Mężczyźni, gdy ich tam widziano, byli mniej skrępowani niż przyłapani w pokerowej spelunce. bucket shopy odnosił największe sukcesy w małych rolniczych społecznościach, gdzie szybkość przekazywania wiadomości przez drukujące telegrafy wprowadzała emocje do nudnego, tradycyjnie spokojnego życia. Historyk giełdy Chicagowskiej Charles. H. Taylor napisał w 1917 roku, że uważano je z początku za rodzaj zdemokratyzowanej giełdy, „gdzie prości ludzie mogą sobie spekulować”.
W końcu domy maklerskie i giełdy podjęły kampanię mającą na celu wyplenienie bucket shopów, ponieważ obawiały się konkurencji i uważały, że zakłady te podkopują publiczne zaufanie do legalnych inwestycji. W 1889 roku „New York Times” szacował, że ich właściciele przyjmują zakłady na milion akcji dziennie, podczas gdy średnie dzienne obroty na Giełdzie Nowojorskiej szacowano wówczas na 140 000 akcji.
Rosło też publiczne niezadowolenie z podejrzanych praktyk bucket shopów. Niektórzy ich właściciele przechwalali się, że udało im się „wyczyścić miasto”, czyli pozbawić jego mieszkańców oszczędności, a potem zwinąć interes, by zacząć zabawę od nowa w sąsiedniej miejscowości.
Przypisy
Kategoria:Hazard Kategoria:Rynek papierów wartościowych