O Juliuszu Słowackim w sześciu publicznych posiedzeniach – cykl wykładów Cypriana Kamila Norwida o twórczości Juliusza Słowackiego z 1860.
Geneza wykładów Pierwszą myśl o wygłoszeniu publicznych prelekcji podjął Norwid w związku z rozpoczętymi w styczniu 1858 cyklu wykładów przez Juliana Klaczkę. Powodzenie Klaczki, a później prelekcji Leona Zienkowicza (od grudnia 1858) i Bronisława Trentowskiego (od listopada 1859) nie pozwoliły poecie o tym pomyśle zapomnieć. Nie wiadomo kto ułatwił mu debiut jako prelegentowi, prawdopodobnie byli to młodzi Polacy, przybyli do Paryża na studia. Stało się to na przełomie marca i kwietnia. Już bowiem 7 kwietnia Norwid zapraszał księcia Adama Czartoryskiego na swój wykład, powołując się jednocześnie na wcześniejsze ogłoszenie przyjaciół. Prelekcjom tym Norwid nadał tytuł O stanowisku poetycznym Juliusza Słowackiego w sprawie narodowej. Odbywały się one co sobotę od 7 kwietnia do 12 maja o 19.30 w sali Czytelni Polskiej przy Passage de Commerce 25 w dwóch salkach na drugim piętrze.
Prelekcji było w sumie sześć, przy czym poeta nie odczytywał go ze wcześniej rękopisu, ale wygłaszał wprost do słuchaczy, wśród których były przynajmniej trzy osoby notująceː Marian Sokołowski, Seweryn Elżanowski oraz ktoś trzeci, najprawdopodobniej Maria Bolewska. Liczba słuchaczy dochodziła nawet do stu osób. Rekrutowali się oni zarówno ze starej Polonii paryskiej, jak i spośród studentów. Norwid pisał wprawdzie, że pochodzili ze wszystkich stronnictw Emigracji, najwięcej wszakże musiało być mierosławczyków, oni bowiem stanowili zasadniczą klientelę Czytelni Polskiej. Po każdej prelekcji, z wyjątkiem jednej (czwartej?), oklaskiwano poetę, a na zakończenie, 12 maja, do oklasków dołączono pięknie oprawiony egzemplarz pierwszego wydania Anhellego wraz z adresem podpisanym przez 43 ofiarodawców. Poeta był bardzo dumny z owego dokumentu i jeszcze po dziewięciu latach chwalił się nim w liście do Karola Ruprechta.
Reakcje słuchaczy były różne. Leonard Chodźko skarżył się prelegentowi, ze mówi za szybko. Byli tacy, którzy nie rozumieli pewnych sformułowań mówcy(np.ː że po niedzieli historycznej, są przecież poniedziałki historyczne) albo sprzeciwiali się pewnym wywodom. Ignacy Barański po latach wspominając wykłady pisałː przyznaję, że z wykładu tego niewiele byłem w stanie się nauczyć. Z kolei Marian Sokołowski widział w wykładach Norwida poranny rzeźwy powiew nowego eonu cyklów.
Publikacja Ponieważ wykłady były zapisywane, powstało zagadnienie czy ich nie wydrukować. Norwid sprzyjał tej inicjatywie, chociaż sam nie był tego w stanie zrealizować. Słuchacze postanowili rozpisać pomiędzy sobą subskrypcję. Ich koordynatorem, a zarazem opiekunem publikacji, został Marian Sokołowski. Druk powierzono L. Martinetowi. Nie wiadomo w jakiej postaci oddano tekst wykładów do druku. Mógł to być rękopis sporządzony przez autora z notatek, raczej jednak tekst został spisany przez owych trzech słuchaczy, a następnie poprawiony przez autora. Norwid skarżył sięː książeczka moja o Słowackim nie jest przeze mnie ułożoną, ale spisaną przez słuchaczów bez stenografii i bynajmniej książką nie myśliła być. Subskrypcja musiała przynieść niewiele pieniędzy, ponieważ druk książeczki oddanej Martinetowi najpóźniej w sierpniu 1860, ciągnął się do lipca 1861.
Oddając wykłady do druku Sokołowski uzupełnił je o przesłany mu przez Norwida szkic O Balladynie. Niewielki nakład (100-200 egzemplarzy) nie pozwolił na rozesłanie książeczki recenzentom, toteż nie doczekała się ona recenzji, poza przychylnym głosem Józefa Reitzenheima, jednego z przyjaciół Słowackiego, który stwierdziłː p. Cyprianowi Norwidowi należy się zasługa, że pierwszy zwrócił uwagę publiczności na Juliusza, jako człowieka, Polaka i poetę.
Treść Lekcja I mały|Prorok Jeremiasz. O tym czy wypowiedź jest prywatna czy publiczna nie decyduje tło ale istota. Mężczyzna ubrany w rzymskie sagum pod kościołem Magdaleny, i sprzedający ołówki, pozostanie mówcą prywatnym, podczas, gdy Kopernik rozmawiający z przyjaciółmi o swym odkryciu – publicznym. Obowiązkiem mówcy publicznego jest jasność, a nawet przezroczystość. Gmach jest przezroczysty, gdy z jego frontonu można odgadnąć plan całości, gdy tymczasem szyba może pozostać nieprzezroczysta, gdy patrzymy pod złym kątem. Kiedy się mówi: poeta, wydaje się, że wiadomo o kogo chodzi, choć naprawdę wiadomo tylko czego temu pojęciu i osobie nie można odmówić. Pozycja poety w starożytnym Izraelu była jasna, był prorokiem. Można było wątpić czy dana osoba jest prorokiem, ale nie kim jest prorok. W starożytnej Grecji poeta orficzny był bardzo podobny do proroka, dramatyczny – był kapłanem, bohaterski – przywódcą wojennym. Dopiero pod koniec historii Grecji poezja przekształciła się w oratorstwo. W Rzymie, którego misja była najbardziej powszechna, bo obejmująca cały świat, poeci stają się pedagogami lub klientami. Horacy pisze sztukę wierszowania, rozważając czym jest poezja sama w sobie, Plutarch – jak ją należy rozumieć. Sybille milkną, gdy na krańcach państwa rzymskiego przechadza się Słowo Wcielone.
Dlaczego godność społeczna poety upada w godzinie Objawienia? Nadzieja, którą niosła poezja, okazuje się bowiem nie jedyną, ale jedną z trzech cnót. Nadzieja pojedynczego człowieka zostaje spełniona. Naród zaś i narodowość nie doświadczyły jeszcze blasku Zbawiciela. Poeci zwracają się więc ku temu, co zwie się ojczyzną. W starożytności zbiorowość była w walce z jednostką. Izraelici uważali, że pożyteczniej jest, by jeden zginął dla dobra narodu i w ten sposób pielgrzymka izraelskiej ojczyzny zakończyła się nicością. Rzeczypospolita stanęła na przeciwnym stanowisku ze swym liberum veto, gotowa dla jednego sprawiedliwego cały naród postawić na kartę. Zgubiło ją to, że wielkie myśli narodu zniżyła do nieoświeconych obywateli. Grecja nie tylko Zbawiciela, ale nawet zacności Sokratesa nie mogła znieść i podając mu truciznę samą siebie poniżyła. Jej egoizm pokonał dopiero Aleksander, wyprowadziwszy ją na zewnątrz. Był jeszcze Rzym, szajka zbiegów, bez środka i bez granic, nie rozumiejący pojęcia ojczyzny. Co w nim jest patriotyzmem, pochodzi z greckiego wychowania.
Poeci tej nowej nadziei ujawnili, że ojczyzna jest nie tylko ziemią i społecznością obiecaną, ale i taką, której się oczekuje. Zaczęli więc najpierw rozmaici truwerzy, minnesingerzy, bojanowie i skaldowie tworzyć język zdolny wyrazić myśli i uczucia. Powstali potem poeci tej miary co Dante, który nie tylko jest ojcem chrzestnym języka włoskiego, ale i tłumaczem teologicznego i twórcą politycznego. Ich pozycję społeczną wyznaczał mecenat królewski lub magnacki (Dantego utrzymywał Scaliger, Calderona – król Filip, Jana Kochanowskiego – król Jegomość). Odtąd poeci zajęli się dwoma zagadnieniami: przeszłości – by odkryć mowę wieków i teraźniejszości – by mowę chrześcijańską odtworzyć w obliczu ubóstwienia formy, które prawdę zmieniało w bałwany fałszu: Sfinksy i Chimery.
To jest zadanie poety. Na przykład: głosić, że prawda nie jest tylko wiedzą, ale umiejętnością życia, że dusza jest nieśmiertelną. Prawdy te były wcześniej znane, ale dopiero kielich Sokratesa nadał im moc. Po nim takim poetą był może Orfeusz czy Dante, a współcześnie Byron, o którym Grecy w chwili jego śmierci mówili, że wielki człowiek kona, a którego Mickiewicz nazwał Napoleonem poetów, choć trafniej byłoby mówić o Sokratesie poetów.
Lekcja II mały|Byron w stroju albańskim. Norwid został źle zrozumiany podczas poprzedniego wykładu. Zgodnie z XVII-wiecznym podręcznikiem savoir-vivre'u starający się młodzieniec wszedłszy do komnaty powinien tak się ukłonić, by nie odwrócić się tyłem do żadnego z portretów przodków. Wobec postaci historycznych występujący zawsze staje w niejasnej sytuacji. Dlatego poeta podkreśla, że wcale nie twierdził, że historia pojedynczego człowieka już się skończyła. Bóg nadal ją pisze. Pomimo nadziei zwycięstwa nic nie zwalnia nas od walki z pogaństwem, z gromadzącym się barbarzyństwem, które powoduje, że chrześcijanie giną z ręki chrześcijan.
Po tym wyjaśnieniu prelegent powraca do Byrona. Wbrew zarzutom o antyreligijność, uważa go za bardzo religijnego. Przytacza jego wypowiedź, że go pociąga Kościół katolicki i inną oddającą hołd osobie umierającej, modlącej się za niego. Mimo że był lordem stanął w obronie zbuntowanych robotników, twierdząc, że nie godzi się aby machin doskonałość okupywać człowieka degradacją. Obdarzony wytwornością mowy pisał o trzewikach dla włoskich emigrantów. Choć posiadał duże uzdolnienia dyplomatyczne, nie krył przed Grekami zaborczości angielskich kupców. Majątkiem wspierał ubogich, a resztę rozdał dla sprawy powstania greckiego. Mógł zrobić karierę militarną, a wolał reformować grecki system karny. Pierwsze jego słowa w parlamencie brzmiały: Nie poświęcajcie człowieka dla machinacji i machin, ostatnie w Grecji: Nie poświęcajcie narodu dla rutyny. To on poprzez przykład był Archistrategiem działań poetów – poeta poszedł na Belweder, potem powstali O’Connell i Lamartine, Mickiewicz we Włoszech tworzył legion, a niedawno Ludwik Kossuth tą samą kończył epopeję, która rozpoczęła się w Missolungi. Siła poezji okazała się większa od siły trzech gabinetów. Jest ona doprawdy poważna, choć prawda ta dopiero zaczyna świtać.
Lekcja III Tematem trzeciej lekcji Norwid postanowił uczynić pojęcia oryginalności, naśladownictwa, profetyzmu i czytania. Filozofowie francuscy nie dali dotąd wyjaśnienia pojęcia oryginalności, natomiast kodeks już karze za użycie w komedii zwrotki z komedii przez kogo innego napisanej. Przez to kodeks zdaje się mówić, że oryginalność jest to sumienność w obliczu źródeł. Czy oryginalność sama w sobie nie jest źródłem? Sokrates, gdy mu dziękowano, prosił, by dziękowano raczej temu, który sprawia, że ze słów jego można korzystać. Ktoś może powie, że oryginalność trzeba mieć w sobie, lecz taka oryginalność w ogóle nie istnieje. Nieśmiertelność duszy znali przed Sokratesem egipscy kapłani, Aleksander korzystał z mądrości Arystotelesa, Dante we wszystkim szedł za Wergiliuszem po Piekle, a po Czyśćcu i Niebie za innymi. Okrągłość Ziemi znali przed Kopernikiem starożytni. Nawet Zbawiciel nie przyszedł dodać ani jednej litery w Prawie, ale je dopełnić. mały|O obrotach sfer niebieskich Kopernika. Naśladownictwo z kolei jest albo nieświadomością źródeł, albo ich celowym fałszowaniem i takie słusznie podpada pod kodeks. Dlatego jedna mała książka Kopernika poruszyła światy, a tysiące tomów leży martwych bez życia. Dlatego Byron wolał zastawić książki, by naród mógł powstać do życia. Martwe naśladownictwo przy postępie eksploatacji wszystkiego, dojdzie do całkowitego zużycia ładu i rytmu. O profetyzmie postanowił Norwid więcej powiedzieć przy okazji samego rozbioru dzieł Słowackiego, teraz zaś chce przejść do zagadnienia czytania.