Przybłęda – polski czarno-biały dramat filmowy z 1933 w reżyserii Jana Nowiny-Przybylskiego, zrealizowany na podstawie scenariusza Marcelego Tarnowskiego. Zdjęcia do filmu powstały na Huculszczyźnie (Żabie) oraz w warszawskim atelier Falanga, a w rolach głównych wystąpili Ina Benita i Zbigniew Staniewicz. Akcja filmu rozgrywa się w huculskiej wsi i opowiada o losach tajemniczej Maryjki, której pojawienie się w huculskiej społeczności prowadzi do narastającego konfliktu z mieszkańcami, tragedii i próby linczu.
Produkcja była szeroko promowana jeszcze w trakcie realizacji poprzez relacje prasowe podkreślające autentyczne plenery, udział miejscowej ludności oraz huculski folklor. Po premierze film spotkał się z przeważnie przychylnym przyjęciem krytyki, szczególnie za zdjęcia Alberta Wywerki, muzykę Jana Maklakiewicza oraz rozbudowane sceny zbiorowe, takie jak huculskie wesele, jarmark i finałowa sekwencja powodzi.
W późniejszych opracowaniach historyków filmu wskazywano, że mimo powierzchownego i folklorystycznie wystylizowanego obrazu Huculszczyzny Przybłęda wyróżniała się na tle współczesnej produkcji wykorzystaniem autentycznych plenerów, scen o walorach etnograficzno-dokumentalnych oraz próbami zastosowania nowocześniejszych środków wyrazu filmowego, m.in. kontrapunktu obrazu i dźwięku oraz monologów wewnętrznych.
Fabuła Maryjka mieszka samotnie w chacie nieopodal huculskiej wsi. Nikt nie zna jej prawdziwego pochodzenia, dlatego nazywana jest przybłędą. Lokalni mieszkańcy, w szczególności kobiety, nie darzą jej sympatią, przypisują jej wszelkie nieszczęścia spadające na wioskę. Prócz tego atrakcyjny wygląd dziewczyny stanowi pokusę dla ich mężów. Miłością pałają do niej wójt, wioskowy głupek Wasyl oraz mąż Horpyny – Dmetro. Pewnego dnia na jarmarku, na który udała się wraz z dotychczasowym kochankiem Dmetrem, Maryjka spotyka włóczęgę Jura. Zadurza się w nim od pierwszego wejrzenia. Zazdrosny Dmetro rzuca się z nożem na Jura w szynku podczas gry w kości. Ten zabija napastnika w obronie własnej i ciężko ranny ucieka w góry, gdzie odnajduje go Maryjka, która przygarnia go i pielęgnuje. Dowiedziawszy się, że mężczyzna jest mordercą, dziewczyna wyrzuca go na zewnątrz, jednakże w przypływie troski i miłości przygarnia go z powrotem. Głupi Wasyl odkrywa zbiega i obwieszcza miejsce jego pobytu mieszkańcom wioski. Tymczasem rozwścieczony tłum na czele z wójtem i Horpyną, nie odnajdując mordercy, składa całą winę na Maryjkę i pcha kobietę przed siebie, by wymierzyć jej sprawiedliwość. Wasyl uświadamia sobie, do czego doprowadził, i otwiera śluzę na rzece, by zatopić wioskę i uratować ukochaną. Wzburzona woda porywa bawiące się na brzegu dziecko Horpyny. Na oczach mieszkańców Jur ratuje dziecko, potem bierze na ręce nieprzytomną Maryjkę i odchodzi, nieniepokojony przez milczących chłopów.
Obsada mały|250x250px|Scena z filmu Przybłęda (1933). Od prawej: Zygmunt Chmielewski (wójt), Ina Benita (Maryjka), Feliks Żukowski (Dmetro) mały|Feliks Żukowski (Dmetro) i Jadwiga Boryta (Horpyna, jego żona) w jednej ze scen filmu Przybłęda (1933) Zestawienie zostało opracowane na podstawie źródła: Ina Benita – Maryjka Jaga Boryta – Horpyna, żona Dmetra Zbigniew Staniewicz – Jur Zygmunt Chmielewski – wójt Feliks Żukowski – Dmetro Stanisław Sielański – Wasyl Ludwik Fritsche – góral grający w kości – góral Henryk Rzętkowski – góral
Produkcja Za film odpowiadała wytwórnia Blok-Muzafilm. Pomysł realizacji wyszedł od Jana Nowiny-Przybylskiego, który poszukiwał tematu odmiennego od dominujących wówczas polskich komedii i dramatów salonowych. Zdecydował się osadzić akcję na Huculszczyźnie, uznając jej krajobraz oraz kulturę za atrakcyjne tło dla dramatu. Nie było to jego pierwsze zainteresowanie tematyką ludową – już w 1931 wyreżyserował film Cham, którego akcję osadził w realiach folkloru łowickiego. Scenariusz Przybłędy opracował Marceli Tarnowski na podstawie pomysłu reżysera. W kwietniu 1933 rozpoczęto kompletowanie obsady. Do głównych ról zaangażowano Inę Benitę i Zbigniewa Staniewicza.
Zdjęcia plenerowe rozpoczęły się w maju 1933. Ekipa filmowa udała się przez Kołomyję i Kosów do Żabiego na Huculszczyźnie, gdzie przez około pięć tygodni realizowano większość scen. W skład ekspedycji weszli reżyser Jan Nowina-Przybylski, operator Albert Wywerka, aktorzy Ina Benita, Jaga Boryta, Stanisław Sielański, Zbigniew Staniewicz, Feliks Żukowski (debiut filmowy) i Zygmunt Chmielewski oraz asystenci Eugeniusz Gielba i Jan Rogoziński. Żabie wybrano jako miejsce zdjęć ze względu na zachowaną kulturę Hucułów i możliwość wykorzystania autentycznych plenerów.
mały|lewo|Spływ tratwami po Czeremoszu (1935) Pierwsze dni pobytu upłynęły pod znakiem organizacji pracy. Mieszkańcy Żabiego początkowo odnosili się do filmowców z nieufnością i niechętnie uczestniczyli w realizacji filmu. Według relacji reżysera sytuacja zmieniła się dopiero po zatrudnieniu Hucułów jako statystów i wynagradzaniu ich za udział w zdjęciach. Wykorzystano autentyczne stroje ludowe i konie, a w scenach zbiorowych wystąpili liczni mieszkańcy okolicy. Sceny powodzi nakręcono w okolicach Szybenego po uzyskaniu zgody miejscowego nadleśnictwa na czasowe podniesienie tamy na Czeremoszu.
Jednym z najbardziej złożonych przedsięwzięć organizacyjnych podczas zdjęć była realizacja scen huculskiego wesela. Zaangażowano do niej kilkudziesięciu mieszkańców Żabiego, miejscowych muzykantów oraz liczne konie i zaprzęgi. Według relacji członków ekipy największą trudność sprawiło znalezienie odtwórczyni roli panny młodej, ponieważ miejscowe dziewczęta odmawiały udziału z powodów obyczajowych. Reżyser przywiązywał dużą wagę do wiernego odtworzenia lokalnych zwyczajów i obrzędów.
Po zakończeniu zdjęć plenerowych zrealizowano sceny atelierowe w warszawskiej wytwórni Falanga. Latem 1933 roku rozpoczęto montaż oraz udźwiękowienie filmu. Ilustrację muzyczną skomponował Jan Maklakiewicz, który oparł ją na motywach folkloru huculskiego, wykorzystując melodie ludowe, pieśni pasterskie, muzykę obrzędową oraz brzmienie trombit. Jak wspominał kompozytor, partytura powstała w ścisłej współpracy z Janem Nowiną-Przybylskim, a nagrania zrealizowano w atelier Falanga. Film ukończono pod koniec sierpnia 1933 roku, po czym rozpoczęto przygotowania do jego premiery.
Promocja mały|Okładka 48. numeru „Kina” z 1933 z Iną Benitą w stroju huculskim Kampanię promocyjną filmu rozpoczęto jeszcze podczas realizacji zdjęć na Huculszczyźnie. Początkowo prasa codzienna i filmowa regularnie informowała o postępach prac, po czym latem zaczęła publikować fotografie z planu oraz relacje uczestników ekspedycji. W materiałach promocyjnych podkreślano wykorzystanie autentycznych plenerów Huculszczyzny, udział miejscowej ludności oraz dążenie twórców do wiernego odtworzenia huculskiego folkloru.
Istotnym elementem kampanii były wywiady z twórcami filmu. W miesiącach poprzedzających premierę ukazały się rozmowy z Janem Nowiną-Przybylskim, Stanisławem Sielańskim, Iną Benitą oraz Janem Maklakiewiczem i innymi członkami zespołu filmowego, w których przedstawiano kulisy realizacji filmu, przebieg zdjęć na Huculszczyźnie oraz prace techniczne. W wywiadach Benita podkreślała trudne warunki pracy podczas zdjęć plenerowych, wspominając m.in. realizację scen powodzi i linczu, podczas których odniosła drobne obrażenia. Opowiadała również o życzliwym przyjęciu przez miejscową ludność. Wspominała też zabawne sytuacje z udziałem huculskich statystów – m.in. gdy łagodziła spory między ekipą a mieszkańcami czy gdy obserwowała reakcję huculskich mężczyzn na scenę pocałunku ze Zbigniewem Staniewiczem.
W trakcie realizacji zdjęć atelierowych dziennik „ABC” zorganizował dla swoich czytelników możliwość obserwowania pracy ekipy podczas filmowania scen wesela huculskiego w atelier Falanga.
Po premierze Przybłęda pozostawała szeroko obecna na łamach prasy filmowej. Tygodnik „Kino” zamieścił na okładce 48. numeru fotografię Iny Benity w stroju huculskim, natomiast „Wiadomości Filmowe” poświęciły filmowi okładkę oraz opublikowały wybór recenzji z prasy warszawskiej i łódzkiej, podkreślając przychylne przyjęcie obrazu przez krytyków.
Premiera i odbiór Premiera Premiera Przybłędy odbyła się 16 listopada 1933 w warszawskim kinie Casino.
Recenzje prasowe W czasopismach „ABC”, „Bluszcz”, „Kino”, „Kurier Poranny”, „Kurier Warszawski” i „Polska Zbrojna” film został przyjęty z umiarkowanym, lecz przeważnie życzliwym uznaniem. Recenzenci chwalili oryginalny wybór tematu, malownicze zdjęcia Huculszczyzny autorstwa Alberta Wywerki (choć recenzentka „Bluszczu” podeszła do nich z rezerwą), muzykę Jana Maklakiewicza oraz sprawnie zrealizowane sceny zbiorowe, zwłaszcza wesele i samosąd. Doceniono też próbę odejścia od schematów kina sensacyjnego na rzecz ludowego dramatu. Zastrzeżenia dotyczyły głównie mało wiarygodnego folkloru, teatralnej gry aktorów i niejednolitego rytmu akcji. Pomimo wad Przybłęda została uznana za film oryginalny i świeży, wyróżniający się na tle ówczesnej produkcji krajowej.
W „Kurierze Polskim” ukazała się recenzja filmu autorstwa Jerzego Toeplitza. Podjął on analizę Przybłędy w dwojaki sposób, najpierw traktując ją jako dzieło sztuki, następnie jako produkt czysto filmowy. Jego zdaniem wartość artystyczna produkcji okazała się niewielka z kilku powodów. Po pierwsze, przedstawiona historia była szablonowa, banalna i nieprawdopodobna, oparta na scenariuszu, który nie skupiał się na oddaniu rzeczywistego oblicza wsi. Dziennikarz widział w Przybłędzie materiał na dramat chłopski z prawdziwego zdarzenia, tymczasem twórcy przygotowali film „kostiumowo-folklorowy” z Hucułami przypominającymi „eksportowe pocztówki i wydawnictwa krajoznawcze dla cudzoziemców, których poza kostiumami nic nie obchodzi”. W dodatku wątek miłosny Benity i Staniewicza był typowy dla kina międzynarodowego. Nie wyjaśniono również pochodzenia pary głównych bohaterów. Po drugie, poza tematem zawiodły środki wyrazu. Według Toeplitza reżyser skopiował wzory amerykańskie i pokazał serię karmelkowych oleodruków, a nie tętniące życiem filmowe obrazy. Wadą były także dialogi, przystające bardziej do wytwornego salonu niż mowy rdzennych mieszkańców Huculszczyzny, co wywoływało efekt śmieszności i fałszu. W tej kategorii wyróżniła się wyłącznie muzyka Jana Maklakiewicza, reprezentująca szczere i prawdziwe akcenty ludowe. Po trzecie, poza Sielańskim, Żukowskim i Chmielewskim, reszta obsady aktorskiej nie uniknęła sztucznego patosu i teatralności. W drugiej części recenzji, rozpatrując Przybłędę w kontekście produktu filmowego, Toeplitz pochwalił scenariusz za brak znaczących błędów, dobrze rozwijającą się akcję i napięcie w końcowej części. Ciekawymi zabiegami były także zastosowany kontrapunkt dźwięku i obrazu oraz dobrze zrealizowane scenki kameralne. Zdaniem publicysty zdjęcia Wywerki wypadły poprawnie, lecz artysta nie pokusił się o urzeczywistnienie interesujących pomysłów, czy też zastosowanie gry światłocienia. Wyraził się pozytywnie na temat fotogeniczności Iny Benity, małomówności Staniewicza oraz gry Jagi Boryty w scenach niemych. Konkludując, Toeplitz stwierdził, że: „Ten film może jest najlepiej zrobionym spośród obrazów tegorocznej produkcji. Czy jest filmem dobrym? – patrz pierwsza część recenzji. Wstydu i kompromitacji polskiej produkcji nie przyniesie, ale zwolenników jej nie przysporzy”.