Konfrontacja w Mukaczewie – incydent zbrojny, który miał miejsce w lipcu 2015 roku w mieście Mukaczewo i okolicach w obwodzie zakarpackim na Ukrainie wskutek konfliktu pomiędzy lokalnymi działaczami Prawego Sektora a deputowanym do Rady Najwyższej Ukrainy Mychajłem Łanio.
Przebieg wydarzeń Po południu 11 lipca 2015 roku w Mukaczewie podczas spotkania deputowanego do Rady Najwyższej Mychajła Łanio z dowódcą 1. batalionu rezerwowego Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego Prawego Sektora Romanem Stojką („Uczciwym”), przybyłym w towarzystwie grupy uzbrojonych bojowników na czterech SUV-ach, doszło do gwałtownej strzelaniny, w której zginęła jedna osoba cywilna.
Po przybyciu milicji na miejsce zdarzenia bojownicy Prawego Sektora rzucili granat dymny, przedarli się przez blokadę i uciekli z miasta. Na drodze międzynarodowej Kijów–Czop, przy stacji benzynowej w pobliżu miejscowości Ławki trafili na milicyjny punkt kontrolny, przy którym służby państwowe miały zamiar przechwycić oddział. Na miejsce przybyło całe kierownictwo wydziału obwodowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z naczelnikiem Serhijem Szaranyczem. Bojownicy Prawego Sektora przedarli się przez posterunek, używając karabinów szturmowych, karabinu maszynowego zamontowanego na jednym z samochodów oraz granatników. W rezultacie zniszczone zostały trzy radiowozy, a stacja benzynowa uległa podpaleniu. Podczas strzelaniny rannych zostało sześciu milicjantów i trzech cywilów, którzy przez przypadek znaleźli się na miejscu zdarzenia.
Po opuszczeniu samochodów bojownicy Prawego Sektora ukryli się w pobliskim lesie, gdzie podjęli próbę obrony. Dwóch z nich zginęło, a czterech zostało rannych. Inny deputowany do Rady Najwyższej i jeden z najbardziej wpływowych ludzi na Zakarpaciu Wiktor Bałoha próbował tam z nimi negocjować. Później donoszono, że to on finansował zakarpacki Prawy Sektor. Według Bałohi, otoczeni bojownicy przedstawili dwa warunki przerwania walki: sam lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz musi nakazać im złożenie broni; zostaną natychmiast wysłani do Kijowa, do siedziby głównej SBU.
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zażądał niezwłocznego ukarania tych, którzy „rozpoczęli wojnę w spokojnym mieście”. Tego samego dnia Prokuratura Generalna Ukrainy powołała specjalną, międzyresortową grupę do zbadania incydentu, a następnie wszczęła postępowanie karne na podstawie art. 255 § 1 „Tworzenie organizacji przestępczych” oraz art. 258 § 2 „Akt terroryzmu” Kodeksu Karnego Ukrainy.
Jednostki specjalne Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przez całą noc z 11 na 12 lipca przygotowywały się do szturmu na pozycje bojowników w lesie pod Mukaczewem. Akcją kierował osobiście szef SBU Wasyl Hrycak. Atak został jednak odroczony ze względu na przybycie na Zakarpacie Dmytro Jarosza w towarzystwie dowódcy Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego Andrija Stempyckiego oraz lidera cywilnego skrzydła Prawego Sektora Andrija Tarasenki, po czym Jarosz rozpoczął rozmowy z Hrycakiem i Poroszenką w celu rozwiązania sytuacji. Według relacji Jarosza, zażądał on od przywódców kraju aresztowania deputowanego Mychajła Łanio i Wiktora Medwedczuka, kierownika lokalnej milicji.
Prawy Sektor zamieścił na swojej oficjalnej stronie internetowej apel do narodu ukraińskiego, w którym poinformowano, że osoby związane z deputowanym Łanio wraz z milicjantami próbowały zniszczyć bazę Prawego Sektora w Mukaczewie, a podczas zaciętej walki dwóch bojowników zostało zabitych, a czterech rannych. Według organizacji, jej bojownicy przedarli się przez blokadę i wycofali w góry, a milicjanci zaangażowani w nieudaną operację są teraz przetrzymywani przez Medwedczuka.
12 lipca oddziały Gwardii Narodowej i sprzęt wojskowy z poligonu w Jaworowie pod Lwowem przybyły w rejon Mukaczewa.
Różne wersje wydarzeń Na filmiku rozpowszechnianym przez wydziały prasowe Prawego Sektora, nagranym telefonem komórkowym przez bojowników otoczonych w lesie, stwierdzono, że konflikt rozpoczął się trzy dni przed główną strzelaniną, kiedy Mychajło Łanio wezwał ich na rozmowy do swojej bazy sportowej Antares w związku z faktem, że patrole Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego blokowały trasy przemytników w regionie. 11 lipca na kompleksie sportowym czekało na nich kilkudziesięciu uzbrojonych mężczyzn. W trakcie rozmów Łanio rzekomo oświadczył, że ten teren i przemyt na jego obszarze należą do niego, a także iż on i Szaranycz nikomu nie pozwolą na naruszenie ich wpływów. Miał też oświadczyć, że szef miejscowej milicji Wiktor Medwedczuk jest za nimi, po czym zaczął grozić przybyłym. Według słów dowódcy 1. batalionu Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego Romana Stojki, przerwał mu i stwierdził, że zamierza kontynuować swoje działania przeciwko przemytnikom. Wychodząc z gabinetu deputowanego, bojownicy Prawego Sektora zauważyli, że ochronę obiektu wzmocniły siły specjalne milicji w dwóch samochodach z karabinami maszynowymi, dlatego postanowili rzucić granat dymny, aby opuścić teren kompleksu sportowego pod osłoną dymu. W wyniku rozpoczętej strzelaniny jeden z bojowników Prawego Sektora został ranny. Przy wyjściu bojowników próbowali zatrzymać milicjanci, którzy zaproponowali im złożenie broni, grożąc, że inaczej zostaną zniszczeni.
Natomiast według wersji deputowanego Łanio, przedstawiciele Prawego Sektora przyszli do niego, weszli do jego biura i pili z nim kawę. Przedstawiciele Prawego Sektora rzekomo poprosili go o pomoc w przyjęciu do sanatorium weteranów wojny na wschodnie Ukrainy, na co Łanio się zgodził. Później, podczas rozmowy w biurze, padł strzał na ulicy. Asystent deputowanego, który wszedł do biura, powiedział, że zabito człowieka. Zapytany przez Łanio, co się dzieje, dowódca batalionu miał odpowiedzieć: „Mówię, Misza, że oni wszyscy wracają tutaj ranni, potrzebują pomocy”. Następnie, według Łanio, aby uspokoić „chłopaków z Prawego Sektora”, bojownicy wyszli na zewnątrz, a dowódca batalionu wydał rozkaz wniesienia ciała na teren kompleksu sportowego. Ofiara zmarła kilka dni później.
Ze strony milicji w wydarzeniach wzięli udział ludzie ubrani w dresy, których rzecznik ukraińskiego MSW Artem Szewczenko nazwał najpierw „milicjantami, którzy przybiegli na alarm i nie mieli czasu przebrać się w mundury”, a następnie zapewniał, że mężczyzna w sportowych spodniach, który pojawia się na filmie nagranym przez Radio Swoboda i Reutersa, to miejscowy myśliwy Mykoła Jowbak. Później jednak pojawiły się informacje, że Jowbak był człowiekiem ze świty deputowanego Łanio, czemu on sam zaprzeczył, twierdząc, że pracował na ochotnika jako zastępca inspektora i do nikogo nie strzelał.
Działania Prawego Sektora Już 11 lipca Prawy Sektor zapowiedział pełną mobilizację i rozpoczął bezterminowy protest (który potrwał do 19 lipca) przed budynkiem Administracji Prezydenta w Kijowie, domagając się dymisji ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Arsena Awakowa, a także dymisji i aresztowania przywódców milicji na Zakarpaciu. Do protestu przyłączyli się aktywiści nacjonalistycznej organizacji Sicz. Protesty Prawego Sektora zorganizowano także przed budynkami obwodowych wydziałów MSW w Chersoniu, Tarnopolu i Dniepropietrowsku, na placu Wolności w Charkowie oraz przed budynkiem Obwodowej Administracji Państwowej we Lwowie. W celu zablokowania ruchu sprzętu wojskowego i żołnierzy Gwardii Narodowej w kierunku Mukaczewa działacze Prawego Sektora utworzyli punkty kontrolne na obwodnicy Lwowa i na drodze Lwów–Tarnopol. Punkty kontrolne ustawiono również przy drogach wyjazdowych z Kijowa w kierunku Boryspola i Żytomierza.
12 lipca Prawy Sektor opublikował na swojej stronie internetowej apel do ukraińskich żołnierzy:
Reakcje na wydarzenia Reakcja władz ukraińskich 13 lipca na posiedzeniu Gabinetu Wojennego Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony prezydent Poroszenko zażądał „rygorystycznego i pryncypialnego śledztwa w sprawie wszystkich zaangażowanych”. 14 lipca Rada Najwyższa poparła powołanie tymczasowej komisji parlamentarnej do zbadania okoliczności konfliktu na Zakarpaciu, na czele której stanął deputowany Mykoła Pałamarczuk. Komisji polecono sprawowanie kontroli parlamentarnej nad bezstronnym i przejrzystym dochodzeniem w sprawie okoliczności incydentu. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk powiedział w wywiadzie dla Associated Press: „Tu nie chodzi o Prawy Sektor. Mówimy o korupcji, przemycie i broni na ulicach [...] Wspierali przemytników i przemyt, a za popełnione zbrodnie wszyscy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności”. 13 lipca Jaceniuk polecił Romanowi Nasirowowi, przewodniczącemu Państwowej Służby Skarbowej, zwolnić wszystkich zakarpackich celników. 15 lipca Poroszenko zwolnił Wasyla Hubala ze stanowiska prezesa Zakarpackiej Obwodowej Administracji Państwowej i powołał na jego miejsce Hennadija Moskala. W tym samym czasie wszyscy naczelnicy powiatowych zarządów obwodu zakarpackiego napisali wnioski o zwolnienie ze służby i zostali odwołani 17 lipca. Powołano także nowych szefów departamentów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy na Zakarpaciu (podczas gdy były szef MSW obwodu zakarpackiego Szaranycz został awansowany na stanowisko I zastępcy szefa Departamentu Śledztw Kryminalnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy). Prezydent Poroszenko polecił „zresetować” cały personel Państwowej Służby Granicznej na Zakarpaciu. W wyniku oficjalnego śledztwa w sprawie wydarzeń w Mukaczewie, podpułkownik SBU Wasyl Szczadej został zwolniony za zorganizowanie spotkania bojowników Prawego Sektora z grupą deputowanego Mychajła Łanio, podczas którego doszło do konfliktu.
Reakcje za granicą W związku z wydarzeniami w Mukaczewie Węgry zaostrzyły środki bezpieczeństwa na swojej granicy z Ukrainą, zintensyfikowały kontrole przybywających z Ukrainy pojazdów oraz zwiększyły liczbę patroli policyjnych w miejscowościach przygranicznych. Zdaniem węgierskiego szefa kancelarii premiera Jánosa Lázára rząd Węgier był poważnie zaniepokojony wydarzeniami w Mukaczewie i zamierzał chronić Węgrów mieszkających na Ukrainie. Misja Obserwacyjna OBWE wysłała patrol w celu monitorowania sytuacji w rejonie Mukaczewa. 21 lipca ambasador USA na Ukrainie Jeffrey Payette odwiedził Zakarpacie. Po rozmowach z nowym naczelnikiem Obwodowej Administracji Państwowej Hennadijem Moskalem w pełni poparł działania władz ukraińskich i potępił użycie broni przez Prawy Sektor.
Na jednym z nagrań ze strzelaniny w Mukaczewie widać, że jeden z samochodów użytych przez Prawy Sektor posiadał polskie tablice rejestracyjne GKS zarezerwowane dla powiatu kościerskiego. Po rejestracji swój dawny samochód rozpoznał przedsiębiorca z Kościerzyny, którzy sprzedał SUV-a kilka miesięcy wcześniej. Prawdopodobnie pojazd trafił na Ukrainę jako wsparcie dla ukraińskich batalionów ochotniczych do użycia na froncie wojny w Donbasie. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ukraiński dziennikarz i bloger Ołeksandr Poddubnyj skomentował tę sytuację: „Jeśli się potwierdzi, że jest to jeden z samochodów, który Polacy przekazali Prawemu Sektorowi w ramach wsparcia dla ukraińskich batalionów ochotniczych i przeznaczonych wyłącznie do prowadzenia działań wojennych w Donbasie, konsekwencje będą nieprzewidywalne. Oczywiste jest, że w tym przypadku Prawy Sektor będzie musiał zapomnieć o jakiejkolwiek pomocy z Polski (a w rezultacie prawdopodobnie także z innych krajów)”. Na kolejnym wideo widać, że inny samochód Prawego Sektora ma czeskie tablice rejestracyjne.
Ze względu na to, że wydarzenia w Mukaczewie toczyły się blisko granicy polsko-ukraińskiej oraz wyznawaną przez Prawy Sektor ideologię ukraińskiego nacjonalizmu, część polskich środowisk narodowych wyraziła obawę, że bojówkarze mogą przekroczyć polską granicę i dokonywać mordów na Polakach. Skrajnie prawicowa organizacja Falanga ogłosiła formowanie „ochotniczych patroli antybanderowskich” w Bieszczadach.
Reakcja formacji ochotniczych