Obóz pracy w Bełżcu – niemiecki nazistowski obóz pracy funkcjonujący od maja do listopada 1940 roku we wsi Bełżec.

Obóz w Bełżcu był centralnym ośrodkiem dla grupy obozów pracy zorganizowanych przez Niemców we wschodniej części dystryktu lubelskiego Generalnego Gubernatorstwa. Zsyłano doń przede wszystkim Żydów, a obok nich także Romów i Sinti oraz Polaków. Więźniowie byli skoszarowani w zabudowaniach miejscowej parowozowni, folwarku i młyna. Przez obóz i jego filie przeszło łącznie kilkanaście tysięcy osób. Więźniowie pracowali przy budowie rowu przeciwczołgowego na ówczesnej granicy niemiecko-sowieckiej. Wielu poniosło śmierć na skutek głodu, chorób, wyczerpania i brutalności strażników.

Prawdopodobnie doświadczenia związane z funkcjonowaniem obozu pracy miały wpływ na późniejszą decyzję Niemców o ulokowaniu w Bełżcu obozu zagłady dla Żydów.

Geneza Od pierwszych dni okupacji niemieckie władze wojskowe, policyjne i cywilne zmuszały Żydów do wykonywania rozmaitego rodzaju robót przymusowych. Swoistym poligonem doświadczalnym był pod tym względem dystrykt lubelski Generalnego Gubernatorstwa. Tamtejszy Dowódca SS i Policji, SS-Brigadeführer Odilo Globocnik, podejmował bowiem liczne zabiegi, aby przejąć z rąk administracji cywilnej kontrolę nad żydowską siłą roboczą. To właśnie z jego inicjatywy w grudniu 1939 roku przy ul. Lipowej w Lublinie zorganizowano pierwszy obóz pracy dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Tylko w 1940 roku na terenie dystryktu lubelskiego powstało 58 podobnych obozów, z czego 50 było przeznaczonych wyłącznie dla Żydów. Do końca okupacji Niemcy zorganizowali w tym regionie łącznie 137 obozów pracy.

Jednocześnie kierownictwo SS forsowało koncepcję budowy wielkiego rowu przeciwpancernego (Grenzwall) na ówczesnej granicy niemiecko-sowieckiej. W styczniu 1940 roku Reichsführer-SS Heinrich Himmler zaproponował Naczelnemu Dowództwu Wojsk Lądowych wykorzystanie 2,5 mln żydowskich robotników przymusowych do pracy przy budowie umocnień przygranicznych. Owe fortyfikacje miały docelowo zapewnić ochronę 140-kilometrowemu odcinkowi granicy niemiecko-sowieckiej, rozciągającemu się pomiędzy Bugiem a Sanem.

W tym samym czasie Niemcy rozważali również przekształcenie Lubelszczyzny w gigantyczny „żydowski rezerwat”. W związku z planami masowych przesiedleń Żydów z III Rzeszy i ziem wcielonych SS-Gruppenführer Reinhard Heydrich zaproponował w styczniu 1940 roku utworzenie sieci obozów pracy w Generalnym Gubernatorstwie. Zakładano osadzenie w nich kilkuset tysięcy Żydów, którzy zostaliby następnie zatrudnieni przy budowie nadgranicznych umocnień lub do innych robót.

Owe trzy przesłanki – dążenie do wyegzekwowania obowiązku pracy od ludności żydowskiej, potrzeby militarne oraz niezrealizowany ostatecznie plan utworzenia „żydowskiego rezerwatu” na Lubelszczyźnie – leżały zdaniem Tadeusza Radzika u genezy utworzenia obozu pracy w Bełżcu.

Struktura i administracja obozu Obóz pracy w Bełżcu powstał wiosną 1940 roku. Początkowo mieścił się w zabudowaniach miejscowego folwarku, a jego więźniami byli Romowie i Sinti. „Obóz cygański” przez dwa miesiące funkcjonował równolegle do „obozu żydowskiego”. Podczas narady w dniu 18 lipca 1940 roku gubernator dystryktu lubelskiego Ernst Zörner poinformował jednak, że pozostający jeszcze przy życiu Sinti zostaną wywiezieni do gminy Hańsk. Nadal zamierzano natomiast zsyłać do Bełżca polskich Romów.

Wiosną 1940 roku Odilo Globocnik powołał do życia tzw. komórkę umocnień granicznych (niem. SS-Grenzsicherungs-Baukommando), która miała nadzorować prace fortyfikacyjne na granicy niemiecko-sowieckiej. Siedzibę „komórki” ulokowano w Bełżcu. 29 maja wysłano tam pierwszą grupę żydowskich robotników przymusowych.

Komendantem obozu pracy w Bełżcu był SS-Obersturmbannführer Hermann Dolp. Cieszył się on opinią wyjątkowego sadysty i był odpowiedzialny za śmierć wielu więźniów. Zastępcą Dolpa był SS-Hauptscharführer Franz Bartetzko. W skład personelu SS-Grenzsicherungs-Baukommando weszło także m.in. dwóch oficerów SS, którzy odegrali później istotną rolę w operacji wymordowania Żydów w Generalnym Gubernatorstwie: Georg Michalsen i Richard Thomalla.

W sierpniu 1940 roku do Bełżca skierowano tak dużą liczbę Żydów, że wykorzystywane dotąd obiekty uległy całkowitemu zapełnieniu. Wymusiło to na Niemcach zorganizowanie kilku obozów filialnych i podobozów. W ten sposób Bełżec stał się centralnym ośrodkiem dla grupy obozów pracy utworzonych w strefie przygranicznej. Przez długi czas w skład kompleksu obozowego wchodziło sześć placówek: Bełżec-Dwór (ok. 1 tys. więźniów) Bełżec-Młyn (ok. 500 więźniów) Bełżec-Parowozownia (ok. 1,5 tys. więźniów) Cieszanów (ok. 2–3 tys. więźniów) Lipsko (ok. 2 tys. więźniów) Płazów (ok. 1250 więźniów)

Przez krótki czas, w październiku 1940 roku, centralnemu ośrodkowi w Bełżcu podlegał także podobóz w Dzikowie Starym. Z obozu w Cieszanowie przetransferowano tam wtedy około tysiąca więźniów. Komendantem podobozu w Dzikowie Starym był Oskar Dirlewanger.

W praktyce – wyjąwszy jedynie przełom maja i czerwca 1940 roku, kiedy to obóz znajdował się w fazie organizacji – administracja obozowa znajdowała się w rękach żydowskich. Społeczność żydowską obciążono również całością kosztów utrzymania obozu i jego więźniów. Już na początku czerwca komendantura obozu powołała do życia tzw. Gremium, którego przewodniczącym został inż. Henryk Bekker – piastujący jednocześnie stanowisko prezesa Judenratu w Lublinie. „Gremium” funkcjonowało do 21 sierpnia 1940 roku. Jego zadaniem było przygotowanie kwater dla więźniów, zapewnienie środków materialnych na utrzymanie obozu (w tym dostaw żywności), organizowanie transportu robotników przymusowych, przekazywanie korespondencji. Początkowo w skład żydowskiej obsługi obozu wchodził jeden lekarz, jeden inżynier i trzech urzędników administracyjnych. Od czerwca w obozie stale przebywali również delegaci lubelskiego Judenratu: Leon Zylberrajch i Wolf Fajgeles.

21 sierpnia 1940 roku do Bełżca przybył prezes Bekker wraz z dwoma innymi członkami lubelskiego Judenratu. Podjęto wtedy decyzję o utworzeniu Centralnej Rady Obozowej z Zylberrajchem jako przewodniczącym. W składzie Rady znalazł się ponadto Fajgeles, pełniący jednocześnie funkcję naczelnego lekarza obozowego, a obok niego także Jakub Glat z Zamościa i Szmul Orgun z Hrubieszowa. Początkowo Centralna Rada zatrudniała dziesięciu urzędników, z czasem ich liczba wzrosła do piętnastu. Podlegały jej ponadto rady żydowskie podobozach w Cieszanowie, Lipsku i Płazowie, z których każda zatrudniała od 4 do 12 urzędników. W samym Bełżcu nie powołano osobnej rady obozowej – jej funkcję spełniała Centralna Rada. Organem wykonawczym Centralnej Rady była Kancelaria Główna, którą kierował G. Wajsman. Kancelaria odpowiadała za ewidencję więźniów i prowadzenie wszelkiego rodzaju korespondencji. Nadzorowała także pracę czterech wydziałów: pocztowego, aprowizacyjnego, buchalteryjnego i magazynowego.

Bekker liczył, że powołanie Centralnej Rady usprawni niesienie pomocy więźniom. W praktyce okazała się ona jednak instytucją nieudolną i skorumpowaną. Większość urzędników została bowiem zatrudniona dzięki protekcji, a swą pracę traktowała jako źródło zarobku oraz synekurę chroniącą od wyczerpującej pracy przy budowie umocnień. Janusz Peter – polski lekarz, który utrzymywał stały kontakt z więźniami leczonymi w Tomaszowie Lubelskim – twierdził, powołując się na relacje tych ostatnich, że urzędnicy Rady wymuszali łapówki od więźniów, którzy starali się o skierowanie do lżejszych prac. Urzędnicy zatrudnieni w wydziale pocztowym mieli także okradać wysyłane więźniom paczki lub żądać łapówek za ich wydanie. Naczelny lekarz Wolf Fajgeles miał nawet domagać się wysokich łapówek za wystawienie skierowania do szpitala w Tomaszowie.

Więźniowie Liczba i narodowość thumb|Romowie i Sinti zesłani do Bełżca Liczba więźniów, których przetrzymywano w obozie pracy w Bełżcu i jego filiach ulegała zmianom się skutek zwolnień, zgonów oraz przeniesień. W listopadzie 1940 roku, tj. w okresie likwidacji, przebywało tam około 8 tys. osób. Całkowitą liczbę więźniów, którzy przewinęli się przez obozy podległe „komórce umocnień granicznych”, historycy szacują na kilkanaście tysięcy.

Pierwszymi więźniami byli Romowie i Sinti. Wśród tych ostatnich było 1140 osób, które w ostatniej dekadzie maja 1940 roku wysiedlono z obszaru III Rzeszy i Protektoratu Czech i Moraw, w szczególności z Hamburga i Lubeki. Obok Sinti w Bełżcu osadzano także polskich Romów ujętych na terenie Generalnego Gubernatorstwa, prawdopodobnie pochodzących przede wszystkim z terenów Lubelszczyzny i Podkarpacia.

29 maja z Lublina skierowano do Bełżca pierwszą stuosobową grupę Żydów. Były to osoby, które tego dnia na wezwanie władz niemieckich zgłosiły się do pracy w obozie przy ul. Lipowej. Dwa tygodnie później liczba więźniów żydowskich sięgała już 190. Kolejny transport ze 150 Żydami przybył 8 lipca, natomiast do 14 sierpnia do Bełżca skierowano jeszcze 350 więźniów z Lublina i Piask. Globocnik szybko doszedł jednak do wniosku, że liczba robotników przymusowych jest absolutnie niewystarczająca, jeśli wziąć pod uwagę zakres planowanych prac fortyfikacyjnych. Szacował, że dla ukończenia robót potrzebować będzie 30 tys. robotników niewykfalifikowanych i 1 tys. robotników wykwalifikowanych, a dodatkowo jeszcze 3 tys. robotników w samym obozie centralnym w Bełżcu. Jako że administracja cywilna, której formalnie podlegały urzędy pracy, początkowo opierała się jego żądaniom, Globocnik polecił podległym sobie formacjom SS i policji przeprowadzić w Lublinie szeroko zakrojoną łapankę. W jej wyniku ujęto 300 Żydów (22–23 lipca). Owa metoda nacisku okazała się skuteczna. 9 sierpnia wydział pracy w urzędzie generalnego gubernatora zgodził się wysłać na Lubelszczyznę dodatkowe kontyngenty żydowskich robotników przymusowych z dystryktów krakowskiego, radomskiego i warszawskiego. Uzgodniono ponadto, że Globocnik będzie mógł podejmować „zwiększone wysiłki w celu pozyskiwania zdolnych do pracy Żydów”, przy czym urzędy pracy miały być z wyprzedzeniem informowane o planowanych łapankach i uczestniczyć w „rozdzielaniu schwytanych Żydów”.

Od tego momentu napływ żydowskich więźniów nabrał charakteru masowego. Do końca sierpnia z miast dystryktu radomskiego wysłano na Lubelszczyznę 24 transporty, w których przywieziono 8298 Żydów. Większość trafiła do Bełżca i jego podobozów. Do końca września z dystryktu radomskiego przybyło kolejnych pięć transportów z 1073 Żydami. W sierpniu do obozów pracy na Lubelszczyźnie wysłano także cztery transporty z dystryktu warszawskiego, w których znalazło się 2,8 tys. Żydów. Do grudnia liczba deportowanych wzrosła do 5253 osób, z czego 4118 pochodziło z Warszawy. Żaden transport nie przybył z dystryktu krakowskiego.

Globocnik nie zrezygnował także z pozyskiwania przymusowej siły roboczej we własnym dystrykcie. W nocy z 13 na 14 sierpnia przeprowadzono w Lublinie wielką łapankę. Następnego dnia do Bełżca wywieziono 1362 żydowskich mężczyzn. Akcję przeprowadzono w takim pośpiechu, że wśród ujętych znaleźli się starcy, dzieci, a nawet osoby chore i inwalidzi. Tej samej nocy wielką łapankę, ochrzczoną kryptonimem Stieglitz, przeprowadzono w pozostałych miastach dystryktu lubelskiego (Biłgoraj, Chełm, Hrubieszów, Krasnystaw, Tarnogród, Tomaszów Lubelski, Werbkowice, Zamość). Rezultaty akcji okazały się jednak skromniejsze od zakładanych, gdyż wielu młodych Żydów zdołało zawczasu zbiec. Część schwytanych została ponadto zwolniona ze względu na wiek i stan zdrowia lub wyreklamowana przez administrację cywilną z uwagi na ich fachowe umiejętności. Do Bełżca wysłano ostatecznie około 850 osób.