frameless|upright=1.5|right Monety Zygmunta III Wazy (1587–1632) – monety bite za panowania Zygmunta III Wazy na tronie:
polskim i wielkoksiążęcym litewskim (1587–1632) oraz szwedzkim (1593–1599).
Panowanie Zygmunta III to najbardziej bujny czas w dziejach polskiego pieniądza. Początek, to dalszy ciąg okresu potęgi polskiego złotego, po którym nastąpił kryzys wywołany niespokojną sytuacją w krajach Rzeszy z jednej strony, a z drugiej strony okres najwspanialszego rozwoju systemu monetarnego, który rozbudowano na skalę niespotykaną w całej historii Rzeczypospolitej.
W ostatnim roku panowania Zygmunta III (1632) wprowadzono również zasadniczą zmianę w obszarze mennictwa państwa polsko-litewskiego – na sejmie warszawskim w kwietniu król zrzekł się na rzecz skarbu Rzeczypospolitej przynależącego dotąd wyłącznie królom prawa bicia monety (łac. ius regale) i korzystania z płynących z tego dochodów, co oznaczało między innymi, że zwierzchność nad mennicami przejął sejmKarol Plage, Okres Stanisława Augusta w historyi numizmatyki polskiej XXXIV TABLIC Kraków 1913 Gebethner i Sp. s. 2. (mennictwo powróciło w zakres odpowiedzialności królewskiej dopiero 7 września 1764 r. na sejmie konwokacyjnym Stanisława Augusta Poniatowskiego).
Rys historyczny Lata 1587–1601 Bardzo dobra kondycja systemu monetarnego stworzonego ordynacją Stefana Batorego z 5 stycznia 1580 r. miała swoją kontynuację w pierwszych latach panowania Zygmunta III Wazy. Ostatnia dekada XVI w. cechowała się nadzwyczajnym rozwojem mennictwa koronnego. Oprócz istniejących państwowych mennic w: Olkuszu i Poznaniu
reaktywowano po krótkiej przerwie zakład w Malborku (1591),
otworzono również mennice: we Wschowie (1593), Bydgoszczy (1594), Lublinie (1595) i nawet Krakowie (1598), którą początkowo miał zastąpić zakład olkuski.
Ordynacją podskarbiowską z 22 czerwca 1599 r., efektywnie w roku następnym, wprowadzono oznaczenia literowe mennic zamiast mnożących się sygnatur i godeł: podskarbich, dzierżawców, mincmistrzów i wardajnów.
Na Litwie czynna była tylko mennica w Wilnie.
Z wymienionych zakładów na szczególną uwagę zasługuje ten w Bydgoszczy. Założył go jako prywatne przedsięwzięcie, na podstawie królewskiego przywileju, Stanisław Cikowski, podkomorzy krakowski. Prawdopodobnie działały też wówczas inne prywatne mennice, skoro w konstytucji sejmowej z 1601 r. napisano:
a wiadomo na przykład, że o odnowienie średniowiecznego przywileju menniczego postarał się u Stefana Batorego dziedzic Łobżenicy, Jan Erazm Krotoski.
Spośród miast dysponujących przywilejem menniczym wyróżniała się przede wszystkim Ryga, która wybiła w dwóch ostatnich dekadach XVI w. 63% wszystkich szelągów i 22% wszystkich trojaków Rzeczypospolitej. To właśnie jest prawdopodobny powód, dla którego na Litwie nie powstała inna, poza wileńską, mennica. Gdańsk specjalizował się w denarach i dukatach, a miejska mennica we Wschowie – w denarach.
Mimo że oficjalnie obowiązywała ordynacja Stefanowska z 1580 r.(sejm jej nie uchylił), to już w 1592 r. dokonano niewielkiej obniżki standardu, z powodu spadku kursu monet poniżej ceny srebra. Prawdopodobnie ta obniżka oraz wyższy kurs trojaków zagranicą napędzały mennice krajowe i zagranicznych naśladowców, zwłaszcza na Węgrzech i na Bałkanach.
Popyt na monety Rzeczypospolitej sprawił, że polskie pieniądze za granicą – głównie w postaci trojaków – stały się cenione wyżej w stosunku do talara i dukata, niż w Rzeczypospolitej, a to już zapowiadało kryzys. Doszło do tego, że polskiej monety brakowało w kraju. W to miejsce trzeba było zalegalizować w 1598 r. obieg drobnych monet obcych, których jakość była znacznie trudniejsza do kontroli. W dodatku pojawiła się w kraju i za granicą znaczna liczba fałszerstw i naśladownictw trojaków, co obniżyło zaufanie do monet oryginalnych. Obniżka kursu zaś zmuszała do cichego obniżenia standardu. Mnogość mennic przy widocznych problemach z utrzymaniem standardu sugerowała, że mennictwo wymknęło się spod kontroli.
Konstytucja sejmowa z 13 marca 1601 r. nakazała więc pozamykać wszystkie mennice w Koronie poza krakowską albo olkuską. Wybrano krakowską, co sygnalizowało wyczerpywanie się dostępnych ówczesnej technologii złóż srebra w Olkuszu. Był to niewątpliwy koniec epoki polskiego pieniądza.
Lata 1601–1627 Przekonanie, że dobra, krajowa moneta jest przez złych ludzi wywożona za granicę – skąd napływa zła moneta obca, powodująca drożyznę – stało się myślą przewodnią polskich dyskusji o monecie w 1. poł. XVII w. Praktycznie jednak nie było w Europie kraju, w którym taki pogląd na początku XVII stulecia nie miałby wyznawców. Na skutek „rewolucji cen” i podrożenia robocizny wybijanie drobnej monety stało się stosunkowo drogie. Aby było opłacalne, należało zaniżać zawartość kruszcu. W Rzeszy ma tym tle narastała inflacja drobnego pieniądza, która na początku lat dwudziestych przybrała formę hiperinflacji zwanej Kipper und Wipperzeit. Drobna, niskowartościowa moneta niemiecka napływała także do Rzeczypospolitej, powodując wzrost popytu na talary i dukaty, a zatem i wzrost ich cen. To jednak sprawiało, że kurs monety grubej przekraczał jej wartość kruszcową, podczas gdy drobna moneta krajowa stawała się niedoszacowana. Wobec tego obniżano standard monety drobnej. Odbierano to jako inflację. Znaczny spadek wartości pieniądza obrachunkowego wyrządzał straty wierzycielom, odbiorcom czynszów i skarbowi państwa.
Jedyna pozostawiona przy pracy w Koronie mennica krakowska biła: tylko w 1601 r. wzorowany na pruskim dreierze kwartnik, nieliczne grosze oraz trojaki pozostające głównym przedmiotem jej produkcji.
W Wilnie bito nieliczne trojaki, aż do zamknięcia zakładu w 1603 r.
Tylko mennica ryska, porzuciwszy trojaki, wciąż rok po roku wypuszczała na rynek ogromne ilości szelągów.
Nowy kierunek działania pokazali mieszczanie poznańscy, wystarawszy się u króla 5 września 1602 r. o odnowienie przywileju menniczego Władysława Jagiełły i o rozszerzenie go z denarów na kwartniki. Odtąd w stolicy Wielkopolski w mennicy miejskiej wybijano znaczne ilości najdrobniejszej monety, z symboliczną tylko zawartością srebra w masie miedzianej.
W 1604 r. warszawska komisja do spraw monetarnych oficjalnie uchyliła ordynację Stefanowską. W zakresie monety średniej oznaczało to legalizację faktów dokonanych – szóstaki i trojaki obniżono w wartości o 10%, grosze o 18%. Przede wszystkim jednak obniżono zawartość srebra w szelągach o 60%. Odtąd szeląg zawierał srebra za mniej niż połowę swojej wartości nominalnej. Ta decyzja nie wznowiła obfitego bicia trojaków ani szóstaków, ale otwierała drogę do masowej emisji szelągów. Poszła nią początkowo tylko Ryga. Jednak jej szelągi uznano za nietrzymające stopy i zakazano obrotu nimi w Rzeczypospolitej, ale nie ich bicia(!).
Mennictwo utrzymywano głównie na peryferiach Rzeczypospolitej. To zaś tym bardziej otworzyło rynek dla monety obcej.
Dopiero po kilku latach odpowiedzią na załamanie systemu monetarnego opartego na trojaku stał się ort. Ten nowy gatunek pieniądza był próbą ponownego związania kursu grosza polskiego z talarem, tym razem na poziomie 40 groszy – z nazwy był to bowiem ćwierćtalar (Ortsthaler) o wartości 10 groszy. Wprowadzenie orta stanowiło jednocześnie kolejny stopień obniżenia standardu polskiej monety, bo na grosz przypadało w nim 0,609 grama czystego srebra, gdy w systemie z 1604 r., a więc w realnych monetach wybitych wcześniej, tzn. w szóstaku i trojaku, na grosz przypadało 0,628 grama. Początkowo orty wybito tylko w Gdańsku – nie jest jasne, czy ich emisja i standard były samodzielną decyzją władz miejskich – w każdym razie nie spotkały się z protestem Rzeczypospolitej. Od 1608 roku orty wybijano w Gdańsku corocznie, wraz ze wznowioną i stosunkowo dużą emisją dukatów.
W mennicy krakowskiej obniżenie standardu grosza zaznaczono przywróceniem jagiellońskiego typu z poziomym napisem pod koroną – tym samym, który dziesięć lat wcześniej przywoływała też mennica lubelska. Już w 1609 r. podskarbi Baltazar Stanisławski z niepokojem odnotował pojawianie się na rynku licznych fałszerstw tego nominału, które w następnych latach stały się plagą. W ich produkcję zaangażował się między innymi mincerz cieszyński oraz głośny warchoł, Mikołaj Komorowski z Żywca, choć znaleziska jednak wskazują na szczególnie intensywną produkcję fałszerską na północy.
Podobnie do starego wzoru groszy – ale litewskich, z Orłem na awersie i Pogonią na rewersie – odwołała się mennica wileńska. Ten zakład jednak przede wszystkim wybrał kierunek wskazany w Poznaniu i już od 1606 r. wybijał monetę najdrobniejszą o tradycyjnym nominale dwudenara.
Druga dekada XVII w. przyniosła wyraźny wzrost emisji monety i to na trzech poziomach: drobnym, średnim i grubym.
W sferze monety najdrobniejszej (denary i kwartniki) mennica poznańska działała do roku 1616, od 1612 r. rywalizując z prywatną mennicą Andrzeja Krotoskiego w Łobżenicy, wybijającą same tylko denary. Znacznie mniej energicznie korzystało z koniunktury na bilonową drobnicę trzecie wielkopolskie miasto mennicze – Wschowa, która ostatecznie zakończyła bicie denarów w 1612 r. Szelężnym potentatem pozostawała Ryga, ale w 1613 r. na powrót otworzono mennicę w Bydgoszczy. Położenie przy szlaku wiślanym, stosunkowo niedaleko od głównego punktu wymiany zachodnich kruszców za wschodnie zboże, jakim był Gdańsk, szybko postawiło ten zakład w roli głównego w Rzeczypospolitej.
Tuż za zachodnią granicą Rzeczypospolitej administrator pruski i elektor brandenburski Jan Zygmunt założył w 1612 r. w Drezdenku mennicę, której rynek zbytu przewidywał w Rzeczypospolitej. Jej głównym produktem były grosze z pięciopolową tarczą brandenburską na awersie i jabłkiem panowania na rewersie, opatrzonym cyframi „24”. Działalność ta, będąca typowym eksportem inflacji, została zakończona w wyniku polskich nacisków już w 1615 r., ale miała nieoczekiwaną konsekwencję. Mennica bydgoska od 1614 r. zaczęła wybijać w coraz większych ilościach półtoraki dość ściśle wzorowane właśnie na groszach z Drezdenka.
Mianem „półtoraka” już w taryfie monet obcych z 1600 r. określało się wyceniane na półtora grosza monety niemieckie: „które mają liczbę 24 w Jablku z krzyżem napisaną” – czyli oznaczenie nominału 1/24 talara, a także nominale 3 krajcarów, odpowiadające tradycyjnym groszom czeskim (bicia takich monet w Rzeczypospolitej podjęto się niemal równocześnie z koronnymi półtorakami w 1615 r. – o typie habsburskich trzykrajcarówek, zwanych czechami, skierowanych na rynek Śląska i Czech).
Z tych dwóch monety wielką obniżkę standardu w 1619 r. przetrwał tylko półtorak, który został podstawowym drobnym gatunkiem w Rzeczypospolitej. Otrzymał również nazwę „czecha”. Bito go niestarannie choć na prasach walcowych i w zasadzie tylko w Koronie oraz w dywersyjnych mennicach szwedzkich (na późnym etapie przesilenia). Badania wykazały kilka faz obniżania masy półtoraków, od początkowej 1,58 grama, ustanowionej w ordynacji z 1614 r., do 1,20 grama w roku 1623, z najgłębszym spadkiem w drugim roku wojny trzydziestoletniej, toczonej w sąsiednim, powiązanym gospodarczo kraju.
Podczas gdy w drugiej dekadzie XVII w. na Litwie wybijano głównie szelągi, rywalizując z mennicą ryską, a w Bydgoszczy przebijano hiszpańskie srebro na półtoraki, mennica gdańska z tego samego srebra wybijała orty – staranne wykonanie i dobra próba kruszcu uczyniły z tych monet główną jednostkę frakcji średniej.
Orty nie spełniły jednak zakładanej roli stabilizacyjnej w stosunku do monety drobnej, i to nie dlatego, że ich standard był pogarszany (do 1615 r. straciły ¼ swej pierwotnej wartości, a w ślad za tym przepisano obniżenie standardów trojaków i szóstaków, których wówczas jednak nie wybijano), ale dlatego, że moneta drobna spadła w cenie jeszcze bardziej, co starały się nadgonić mennice, obniżając ich standard i powodując dalszą deprecjację. Wznowiono w 1618 r. trojaki, ale i to nie na wiele się zdało.