Ostmarkenliteratur (pol. „literatura Marchii Wschodniej”) – nacjonalistyczny, tendencyjny i mitotwórczy prąd w literaturze niemieckiej drugiej połowy XIX wieku i początku XX wieku, bliski tzw. literaturze ojczyźnianej (Heimatliteratur), terytorialnie dotyczący terenów Wielkopolski, pozostających pod zaborem pruskim (tzw. Prowincja Poznańska) oraz samego Poznania.
Geneza Nurt obejmował około sześćdziesiąt dzieł literackich, w znakomitej większości trywialną literaturę beletrystyczną. Jego bujny rozwój wspomagany był przez rząd pruski preferencjami wydawniczymi i fundowaniem stosunkowo wysokich nagród dla autorów (np. Hakata w 1913 zadeklarowała chęć zakupienia utworu o Marchii wyłonionego w drodze konkursu za sumę 10 tys. marek). Literatura ta wychodziła naprzeciw konieczności legitymowania niemieckiego hasła Drang nach Osten i często bezpardonowej kolonizacji etnicznie polskich ziem zaboru pruskiego. Duża część książek zalecana była przez pruski rząd do wykorzystania w szkołach, a także w czytelniach ludowych (np. w 1911 Biblioteka Cesarza Wilhelma w Poznaniu wydała listę Literatury Ojczyźnianej Prowincji Poznańskiej do użytku w czytelniach, na której znalazły się 42 pozycje). Obok powieści typowo beletrystycznych w ramach nurtu powstały niemieckie interpretacje typowo polskich legend i podań, a także kilka powieści historycznych i jeden dramat.
Literatura marchijska była jako całość głosem niemieckich kręgów nacjonalistycznych, wrogich Polsce i często skrajnie nastawionych do Polaków.
Stereotypy thumb|350px|Prowincja Poznańska w 1848 Literatura Marchii Wschodniej z lubością przedstawiała negatywne, stereotypowe w niemieckiej propagandzie cechy Polaków i ziem przez nich zamieszkiwanych: brud, złe gospodarowanie (Polnische Wirtschaft), rozrzutność, pijaństwo, służalczość wobec szlachty i prostą katolicką religijność. Całkowicie pomija natomiast postępowość i gospodarność Wielkopolan, ich patriotyzm, zdolność do twórczego działania, odwagę i dynamizm (np. proces polonizowania się handlu poznańskiego w drugiej połowie XIX w.Red. Jerzy Topolski, Dzieje Poznania, tom 2, PWN, Warszawa-Poznań, 1994, s. 196, 360-361, .). Literatura marchijska jest bardzo homogeniczna, skonstruowana wokół kilku zasadniczych reguł i cechująca się stabilnym zestawem stereotypowych postaci. Czytelnik ma więc w większości przypadków do czynienia z pracowitym, miłującym porządek i czystość niemieckim kolonistą (najczęściej samotnikiem, rzadziej przywożącym rodzinę), udzielającym Polakom wskazówek co do gospodarności. Występuje też pracowita i równie porządna Niemka, piękna, ale nieuczciwa Polka, gorliwy w wypełnianiu zadań na Wschodzie niemiecki nauczyciel oraz fanatyczny, nienawidzący niemczyzny polski ksiądz katolicki. Kolonista przybywając z głębi porządnej Rzeszy odkrywa naród niezdolny do samodzielnej egzystencji, rozpijaczony, źle gospodarujący, ślepo wierny Kościołowi katolickiemu i uprzedzony do niemieckiej misji na Wschodzie.
Jako personifikacje cech polskich w większości powieści pojawiają się stereotypowe postacie, każda z równie stereotypowym zestawem cech, dotyczących według piszących wszystkich pozostałych polskich przedstawicieli swojej profesji, czy stanu. Są to:
Polski ksiądz katolicki Postać nie troszcząca się o dobra duchowe dla swoich parafian, ale permanentnie uczestnicząca w spiskach antypaństwowych, podejrzanych polskich ugrupowaniach, gdzie sprawy polityczne i doczesne przysłaniają mu istotę powołania. Księża manipulują polskim ludem, wpływają na jego decyzje (np. wyborcze) i głoszą, że „grzechem jest modlić się po niemiecku”. Obawiają się języka niemieckiego, który mógłby sprawić, że Polacy zaczęliby słuchać pastorów. We wszystkich bez wyjątku powieściach nurtu nie ma przykładu bohatera – pozytywnego polskiego duchownego, choć wspomina się o jakichś wyjątkach, np. biskupie Edwardzie Likowskim. Sztandarową powieścią z księdzem-antybohaterem jest Der Proboszcz autorstwa Ericha Fließa. W wielu powieściach fanatyczni polscy księża, po latach walki z Niemcami, popadają w tarapaty i w ostateczności rękę podaje im pastor lub kolonista, ratując im życie lub honor. Przykładem może być ksiądz Kasimir von Lokjetek, żarliwie zapalony Polak, którego polsko-narodowy fanatyzm zostaje wyśmiany, a on sam trafia w ostateczności (jako pierwszy pacjent) do urządzonego przez protestantów szpitala, „jęcząc nie tylko wskutek bólu fizycznego, ale także niemniejszej wewnętrznej męki i wściekłości [...], jako nieszczęśnik, który musiał przyjąć dobrodziejstwo ze znienawidzonych rąk niemieckich”. Dobry kolonista modli się za niego słowami: „pozwól bym naszej Marchii Wschodniej dał lekarstwo, które ją uzdrowi i da jej siłę, by całkowicie wyzwoliła się z sideł polskiego pająka”. Innym przykładem jest ksiądz Wonsoch z powieści Vergiftete Seelen autorstwa Armina von Eulendorfa – skąpy, zamroczony, „pije często i dużo, a tylko polskie piwo. Niemieckie nazywa hakatystyczną lurą”. Przygotowuje on protest przeciwko nauczaniu religii w języku niemieckim, pod którym podpisy w większości sfałszowano lub ludzi przymuszano do podpisywania. Do tego angażuje się w romans. Ostatecznie trafia przed prokuratora, a ten okazuje mu niemieckie miłosierdzie, wymierzając mu niespodziewanie niska karę. Podczas jej odbywania parafianie Wonsocha nawrócili się i chyżo odpowiadali w języku niemieckim. W powieści Sensenmänner autorstwa Bertholda Rasmusa proboszcz von Tadziarski był duszą ruchu antyniemieckiego w biednym, zaniedbanym miasteczku i podburzał tłumy do wystąpień antyrządowych (nadużywał władzy nad sercami „biednych niewykształconych Polaków”). Wszędzie, gdzie wybuchały polskie powstania „nieomylnie angażował się katolicki duchowny”, co było niewdzięcznością, albowiem król pruski zawsze chciał tylko dobra dla polskich poddanych. Według Clary Viebig (Śpiąca armia, 1904) proboszcz Piotr Stachowiak, utracjusz i karciarz, miał czerwoną chłopską twarz i był ucieleśnieniem wszystkich wstrętnych cech polskiego chłopstwa. Z kolei poznański ksiądz Jan Kozmian przedstawiony w powieści Ostmark und Krummstab (1898) przez Ernsta Belowa, to postać przystojna, przebiegła i popularna wśród kobiet. W tajemnicy gromadzi broń w arsenałach, które są „ostoją polskiego fanatyzmu”. Chce „nas przeklętych Niemców po prostu stąd wyrzucić, nas, którzy nie mamy tu jakoby nic do stracenia ani szukania”. Berthold Rasmus w swoim utworze Diasporafahrten (1908) pisze: „polski kler wykorzystuje swoją niesamowitą władzę nad sumieniami i sercami panoczków i kobietek po to, by połączyć ze sobą różne stany pod hasłem nienawiści do Niemców”. Podważanie i ośmieszanie polskiego kleru paradoksalnie zdradzało niemieckie obawy przed wielkim autorytetem i siłą Kościoła katolickiego w Poznańskiem i minimalny autorytet ewangelickich pastorów wśród Polaków.
Polski nauczyciel Podobnie jak ksiądz katolicki miał ogromne wpływy wśród Polaków i nie wahał się z nich korzystać. Odmawiał nauczania po niemiecku, organizował strajki i umacniał polskość, w czym sekundowali mu ksiądz i polska matka. Najczęściej ukazywano go jako nieuczciwego, niedouczonego fanatyka o słabym charakterze, spiskującego z lokalnym proboszczem. Bardzo często odchodzi ze szkoły w złej sławie, zastępowany przez uczciwego, pełnego ideałów Niemca z głębi Rzeszy, który zaprowadza wreszcie porządek. To właśnie w tej opozycji jest często przedstawiany, choć autorzy obchodzili się z nim łagodniej niż z księdzem. Nauczyciel Suwalski z powieści Vergiftete Seelen jest niezaradny, zaniedbany, często „wycierał nos brudnym przedramieniem prawej ręki”. Zarządzał wolne, gdy trzeba było zbierać buraki, zaniedbywał uczniów, zawyżał oceny za usługi oddawane mu przez rodziców. Zastąpił go niemiecki wzór pedagogiczny, Homann – pracowity, porządny i bardzo predysponowany. H. Hilde-Brand w opowiadaniu Der Schulstreik wychwala cesarza niemieckiego, który troszczy się o Prowincję Poznańską („Kiedyś Poznań należał do królestwa, które nazywało się Polska”) i sprawił, że gdy Niemcy objęli tu rządy tutejsi rodzice „stali się ludźmi”, ale mimo to podburzają do niepokojów. Krytykuje też polnische Art, czyli polski sposób zachowania się. Clara Viebig w Śpiącej armii przywołuje postać Ignaza Rudy, człowieka rozchwianego, nie wiedzącego po jakiemu mówić, gdy w polskiej klasie w pierwszej ławce zasiadły trzy małe córeczki osadnika. Nie jest on dla żadnego z uczniów autorytetem. Podobne postaci pojawiają się na kartach powieści Das Gymnasium zu Lengowo i Die Schüler von Polajewo autorstwa Carla Bussego. Negatywne przedstawianie polskich nauczycieli związane było m.in. z chęcią usprawiedliwienia terroru szkolnego, jaki Prusacy wprowadzili w szkołach Poznańskiego i co zaowocowało takimi wystąpieniami jak strajk dzieci wrzesińskich.
Polka
Wśród polskich kobiet przedstawianych w literaturze marchijskiej nie ma ani jednej postaci o cechach zdecydowanie pozytywnych, co stało w opozycji do literatury okolic lat 60. XIX wieku, w której często wspominano o polskich Amazonkach czy szlachetnych Polkach. Jadwigi, Aniele, Wandy, Lucie bywają piękne, ale nigdy mądre lub dzielne. Mają za zadanie podsycić konflikt, czy doprowadzić uczciwych Niemców do zguby. W odróżnieniu od niebieskookich niemieckich blondynek, mają czarne oczy oraz włosy i zawsze są wrogo nastawione do Niemców. Wpajają dzieciom wrogość do tego narodu, intrygują, podżegają mężów do zwalczania niemczyzny, czuwają też nad społeczną izolacją Niemców w Poznańskiem. Jeśli wyjdą za Niemca, to po to, by przeciągnąć go na swoją stronę i spolonizować. Polki lubią kłamać i oszukiwać. W utworze Der Rauhreif autorstwa Traugott Pilf mała, czarna Bronisława poślubiła wielkiego niemieckiego parobka Franza. Była oziębła, z czasem stała się „bardzo gruba, czarno-śniada”, prześladowała męża, a jego teść nazywał go psiakrew Niemcem. Zrozpaczony Franz został doprowadzony do samobójstwa. Świętym obowiązkiem polskich kobiet jest duchowo podżegać mężczyzn do walki z niemiecką sforą (Max Berg, Am alten Markt zu Posen). Za krytyką Polek (dyskredytującą w oczach czytelników całe polskie społeczeństwo) kryła się obawa przed siłą polskiej rodziny, kolejnej ostoi polskości w zaborze pruskim, po kościele i szkole.
Polski ziemianin Przedstawiciel tej warstwy robił na Niemcach początkowe sympatyczne wrażenie. Był uprzejmy, wyrobiony towarzysko i gościnny. Nie cechował się natomiast solidnością, dokładnością, czy wytrwałością, a o solidarności z klasami niższymi nie miał pojęcia. W wielu utworach nie był nawet specjalnym polskim patriotą, a raczej pijakiem, hazardzistą i utracjuszem doprowadzonym przez swoje słabości do materialnej ruiny, co ośmieszało całą jego szlachecką przeszłość. Była to klasa zdegenerowana, niezdolna do wzięcia odpowiedzialności za rządzenie krajem. Naturalną konsekwencją tego stanu rzeczy było więc przejęcie polskich majątków szlacheckich przez Niemców. Polskie ziemiaństwo mogłoby wówczas przenieść się do Paryża, by dalej trwonić swoje pieniądze. Powyższe stało w sprzeczności z faktami – m.in. polską bankowością parcelacyjną, czy kiepskim funkcjonowaniem Komisji Kolonizacyjnej i jej porażce w wykupowaniu polskiej ziemi. Np. Dezydery Chłapowski był pionierem nowoczesnego rolnictwa w Prowincji Poznańskiej. Literatura marchijska nie wspomina jednak o tych elementach historii.
Cechy